Jak zawsze nie zmieniło się nic

Wracam. Nie chce mi się pisać, co wydarzyło się przez cały ten czas. W skrócie, nie zmieniło się nic. Może czasem coś wspomnę. Dostałem kolejnego maila, jak to bardzo blog.pl brakuje moich wpisów. Wszedłem na swojego bloga i doświadczyłem wielu pozytywnych wspomnień. Naprawdę miło czyta się swoje wypociny po dłuższym czasie. Zachęcająco wygląda także liczba doświadczeń. Pamiętam, że ten blog mnie „oczyszczał”. Czasem ciężko w modlitwie, ale tutaj na pewno mogłem podsumować swoje dni. To było dobre. Dlatego wracam. Spodziewam się dodawać wpisy dosyć często, ale zobaczymy, jak to wyjdzie. Miłego dnia!

See you in Valencia bye bye bye bye bye

Taize. Potężna hala, półmrok, masę ludzi, zupełny ścisk, cichy chór… I ta magia unosząca się ponad nami. To było coś niezwykłego. Masowe modlitwy do tej pory kojarzyło mi się rozkojarzenie i hałas. Tym razem było wspaniale. Dało się wyczuć siłę, którą ma wspólna modlitwa. Naprędce przygotowany chór wprowadzał w ten niezwykły nastrój. Modlitwy rano, w południe i wieczorem wcale nie był nudne. Za każdym razem było to przeżucie, na które się czekało. Były również warsztaty, wykłady; ale stwierdziliśmy, że lepiej pozwiedzać Pragę. Już tam byłem kilka razy, gdy byłem mały. Niewiele pamiętałem(na szczęście). Piękne miasto. Byliśmy zgraną ekipą, choć wcześniej się nie znaliśmy. Zgłosiliśmy się do grupy pracy. Mieliśmy wskazywać drogę z przystanku do centrum. Było to zupełnie bez sensu z wielu względów. Mogłem przynajmniej użyć wtedy języka do rozmowy z innymi pracującymi, a także wzbogacić listę znajomych na fejsie. Mieszkaliśmy na zupełnym zadupiu, z dala od centrum(najeździłem się metrem za kilka lat). Spaliśmy w tekturowym baraku(dobrze, że nie przemokł), przynajmniej było ciepło. Ponieważ papier łatwo się pali, a w oknach były kraty, dostaliśmy siekierę do szybkiej ewakuacji przez ścianę. Nie mieliśmy prysznicu. Wszyscy mieliśmy noworoczne postanowienie, żeby wziąć prysznic. Samo spotkanie było świetnie zorganizowane. Ogarnięcie takiego tłumu naprawdę nie jest łatwe.

Wracając zatrzymaliśmy się jeszcze w Kutnej Horze. Wolałbym być wcześniej w domu, ale trudno. Mieliśmy podjechać pod kaplicę czaszek, ale coś tam, coś tam… Chodziliśmy po starówce, odwiedziliśmy katedrę i strasznie zmokliśmy. Powrót do domu przed północą.

Wcześnie rano pobudka. Rozpakowywanie się, sprzątanie pokoju i całego domu, gotowanie… Ledwie skończyłem, przebrałem się i dzwonek do drzwi. Tego dnia organizowaliśmy moją osiemnastkę dla rodziny. Byłem zupełnie wyczerpany, gdy przyszli, a wszystko dopiero się zaczynało. Impreza była ok, choć było ciężko(w końcu 20 osób). Prezenty spoko(jedną rzecz miałem wcześniej), ludzie spoko i w ogóle spoko. Kolejna nieprzespana noc. To była ostatnia taka impreza, w której nie piłem.

Zapomniałbym  :) Mam tu zapisywać ciekawe przeżycia. W pierwszy piątek poszliśmy do maleńkiej kapliczki z boku kościoła. Pokoik 5x2m. Upchnęliśmy się tam 15 polaków, murzyn i dwóch księży. Fajne przeżycie. W tak kameralnym gronie, że powiedziałbym wręcz intymne. Pierwszy raz miałem wino w ustach. Przed podanie Komunii św. ksiądz maczał opłatek w winie.

Jestem wyczerpany, do szkoły nic nie zrobiłem, a to trzeba już jutro(wtorek wolny, mogliby też ten poniedziałek). Ogólnie nie zafajnie. Na szczęście zdrowie wraca. Lekarz powiedział, że od nowego roku mogę powoli wracać do ruchu. Biorę się za trening :)

Zobaczysz mnie krwawiącego

Wszystko się pieprzy. Upadłem, wyjazd na weekend zdominowało wkurwienie starych, starzy kupują wszystkie kłamstwa siostry, siostrzyczka robi ze mnie pierdołę na każdym kroku, czas ucieka, kontuzja goni kontuzję, brakuje mi przyjaciół, bez ruchu szlag mnie trafia, nie mam weny, by tworzyć, nie chce mi się czytać książek, nie trafiłem z prezentami, gubię Boga… Zabierz mnie stąd. Jutro o północy wyjeżdżam na Taize. Może tam wydarzy się cokolwiek miłego.

Bohu, prosim Cie, pomahaj nam

Nie udało się pojechać na pierwszy dzień rekolekcji. Miało być o pierwszym przykazaniu. Kolega na godzinę przed napisał, że nie jedzie. Nie miałem już czasu, żeby się tam dostać. Trudno. Drugiego dnia było o szóstym przykazaniu. Rekolekcjonista był naprawdę świetny. Mówił o tym, jak małe grzeszki tworzą coraz większe i większe. Niejednoznaczna reklama na billboardzie, potem pornografia, rozwiązłość seksualna, antykoncepcja, invitro, aborcja… Krok po kroczku i dochodzi do morderstwa. We wspomnieniach z objawień Matki Bożej w Fatimie, najstarsza z sióstr powiedziała, że gdyby nie było z nimi Maryi, to nie wytrzymali by w piekle nawet chwili. Najwięcej dusz trafia do piekła z powodu łamania szóstego przykazania. Na koniec była niesamowita modlitwa. Nastrój szczerej modlitwy wypełnij Kościół. Czułem taki spokój na sercu, jak jeszcze nigdy. Ofiarowanie życia Bogu. Każdej myśli, każdego słowa, każdej czynności, każdej sekundy i każdego dnia. Kładliśmy świeczki na ołtarzu jako symbol ofiarowania siebie. Tuż po wyjściu z Kościoła zacząłem tęsknić za bliskością Boga w Hostii. Mam zamiar odwiedzać Kościół prawie codziennie, po szkole.

Trzeci dzień dotyczył Ducha Świętego. Obejrzeliśmy film o prorokach żyjących obecnie. To było coś niezwykłego. „Czy na sali są jacyś niepełnosprawni? Zostawcie wózki, kule i tu podejdźcie” Jeden z tych proroków wszedł w tłum i zsyłał Ducha dotykając czoła ludzi. Połowa z nich mdlała. Później pomodliliśmy się za kapłanów. Następnie oni zsyłali Ducha do nas. Gdy dotknął mojego czoła stałem się lekki. Wcześniej brzuch mnie coś bolał, tyłek od kilku godzin siedzenia… W tej jednej chwili w ogóle nie czułe ciała. Byłem najlżejszy, byłem tylko duszą. Kilka osób zemdlało. Duch ma wielką moc.

Ludzie tak po prostu ofiarowali Bogu swoje życie. No ale zaraz. Każdą chwilę swojego życia? Przecież to trzeba żyć godnie i w ogóle. Chciałem to dobrze przemyśleć. Doświadczenia następnych dni umocnił mnie w przekonaniu, że bez Boga jestem nikim. Chcę żyć Bogiem i z Bogiem. Chcę wypełnić nim swoje życie. On dał mi życie, ja mu je oddam. Stawką będzie wieczność.

„Jesteś wojownikiem”

Kolega powiedział, że od jutra zaczynają się ciekawe rekolekcje w sąsiednim mieście. Jutro da mi znać, czy będą mieli jeszcze wolne miejsce w samochodzie. Jeśli nie, to i tak jakoś się tam dostanę. Wysłał mnie do spowiedzi. Mówi, że koniecznie przed rekolekcjami. Tak się fajnie złożyło, że właśnie dzisiaj jest spowiedź przedświąteczna w mojej parafii. Czym prędzej udałem się do Kościoła. Trafiłem na świetnego spowiednika. „Imponujesz mi, jesteś wojownikiem”. Ależ poczułem moc, siłę. Od kilku miesięcy się przemieniam, staram się być wojownikiem. Nie mówiłem mu tego, a on właśnie tak mnie nazwał „jesteś wojownikiem”. Niech moc będzie z Wami!

Nadchodzi piękny czas

Nadchodzi… Jeszcze go nie ma. Przez ostatnie 3 miesiące tylko dwa byłem dalej niż 15km od domu. Raz na wyścigach motocykli w Brannej i raz na wystawie w krk. Życie przelatuje mi pomiędzy palcami. Szkoła, dom, szkoła, dom… Znów zacząłem upadać. To mnie osłabia. Wracam ze szkoły prosto do łóżka. Muszę jak najszybciej z tym skończyć. Nie mam czego na fb dodawać, od wakacji niczym się nie pochwaliłem. W moim życiu nic się nie dzieje. Na szczęście już wkrótce zacznie się wspaniały okres, dokładniej to grudzień i styczeń :)

Zaczyna się w tym tygodniu. Jadę w piątek do siostry do krk na Festiwal Filmu Niemego. Na film o kulturze Bałkan w latach 20′ z muzyką na żywo :) Pójdziemy do Manufaktury Czekolady i w Łagiewnikach kupię sobie medalik z Matką Bożą(Piękna, dla której będę walczył z grzechem). Nocleg w mieszkaniu siostrzyczki. Później koncert VooVoo w domu kultury w miasteczku. Rodzice to może nie najlepsze towarzystwo, ale koncert i tak zapowiada się wspaniale. Nie znam tego zespołu, ale po przesłuchaniu dwóch piosenek na yt stwierdzam, że zapowiada się fajnie. Później tradycyjny, rodzinny, przedświąteczny wyjazd na weekend na baseny termalne Popradzie(sk). Wszyscy przed świętami sprzątają, a my się relaksujemy. Bardzo to lubię. Później wyjazd na sylwestra do Pragi na Taize. Nie mogę się doczekać poznania ludzi z całej Europy zjednoczonych we wspólnej modlitwie. A później tańcowanie do białego rana :) Końcem stycznia spotkanie z koleżanką z Ukrainy. Znamy się już ponad rok, czatujemy prawie codziennie, a jeszcze nie było okazji się spotkać. Miejscem tego wyjątkowego wydarzenia będzie Warszawa. Koleżanka mówi, że ma regularne, tanie połączenie z Wawą, a ja też mogę podjechać. Spotkamy się na jeden dzień(bez noclegu w Wawie). Trochę to jest na wariackich papierach, ale trzeba czasem szaleć. Jeszcze musimy to dogadać. Może uda mi się namówić ją na tydzień w krk(z noclegiem u siostry). Choć zwalnianie się na tydzień ze szkoły średnio mi się widzi. U niej to nie problem, ponieważ z powodu odcięcia gazu mają 2 miesiące wolnego przez zimę.

W styczniu wydarzy się coś jeszcze, coś bardzo wyjątkowego i niepowtarzalnego :) Moje osiemnaste urodziny. Miałem kilka pomysłów, jak to zorganizować. Wyobrażałem sobie to, jako dzikie picie. To byłoby dosyć problematyczne, ponieważ jestem jedną z najstarszych osób w klasie i kilku moich gości nie będzie pić na imprezie. A przecież kto to widział, żeby nie pić na osiemnastce! Tak myślałem. Ale można sobie z tym poradzić. Dzikie picie odłożę w czasie, a na razie zrobię przyjemne, atrakcyjne przyjęcie. Plan zakłada, że najpierw moi rodzice pozbierają wszystkich gości i zabiorą prosto do dużego miasta(20km). Tam wsiadamy w gokarty. Kryty tor wynajęty na pół godziny. Później idziemy sobie pieszo niewielki kawałek na kręgle. Następnie udamy się do jakiejś miłej restauracji. Miłej… Udam się wkrótce na zwiady i którąś wybiorę. Tam tort, życzenia, dyskusje i wszelkie formy miłego spędzania czasu. Brzmi fajnie. Mam nadzieję, że się uda to zorganizować i że będzie to miły czas i (najważniejsze) że wszyscy będą się dobrze bawić.

Już nie mogę się doczekać tych wszystkich atrakcji. Jestem taki podekscytowany. Nic już więcej nie piszę. Na razie muszę się skupić na klasówce z polaka i sprawdzianie z matmy. Oceny są słabe, a oczekiwania duże. Biorę się do pracy.

Taizé

Wybieram się w tym roku na Taizé. Jest to coś na kształt europejskich dni młodzieży. Co roku w po świętach, aż do nowego roku tysiące młodych ludzi różnych wyznań z Europy spotykają się w jednym miejscu. Wspólne modlitwy, rozważania, spotkania i zabawy. Już nie mogę się doczekać. To będzie wspaniały czas. Do jutra są zapisy. Wydaje mi się, że jestem zapisany, ale różnie to może być. Zapisuję się przez telefon. Jutro potwierdzę i umówię się na spotkania, żeby poznać szczegóły. Znowu nie miałem żadnych planów na sylwestra, więc może chociaż tym razem spędzę ten czas w jakiś fajny sposób.

Gdy usłyszałem o nowennie pompejańskiej, bardzo dużo o tym rozmyślałem. Szkoła wytrwałości. Przez 54 dni trzeba codziennie odmawiać wszystkie tajemnice różańca. Jeśli jest silna wiara, to później Matka Boska Pompejańska spełnia każdą prośbę, każdą potrzebę. Wczoraj rozpocząłem nowennę. Modlę się o dobry wzrok. Trzeba silnej wiary i musi to być silna potrzeba. Tutaj mam wątpliwości. Wzrok nie najgorszy, nie cierpię okularów. Prośba raczej egoistyczna. Mam wątpliwości, a wiara, jak sama nazwa wskazuje musi opierać się na wierze, na silnej wierze. Chciałbym, żeby stał się cud i żebym zaczął świetnie widzieć. Do tej pory z cudami stykam się tylko w książkach i w kościele, w czasie kazań. To musi być niezwykłe doświadczyć tego na własnej skórze. Nawet jeśli się nie uda, pokonam szkołę wytrwałości. Nie zapominając również, że różaniec jest tarczą przed pokusami. Same korzyści :)

Pierwsze strachy przed maturą

Matura dopiero za półtora roku, czym tu się przejmować. Szmat czasu. To czemu z każdego rogu słyszę o maturze, czemu wszyscy wokół się uczą?! Jak się przyłożę, to na pewno dobrze napiszę maturę, na pewno. Ale trzeba się przyłożyć. Obiecałem sobie, że od początku drugiej klasy będę przynajmniej raz w tygodniu powtarzał wszystko, notował, żeby potem tylko powtórzyć. Jestem zbyt leniwy. Ale naprawdę zaczynam się bać. Nic nie robię, w szkole źle mi idzie. Znów chcę się zmienić. Wierzę, że tym razem się uda.

Znów przestałem biegać. Kolano wciąż boli. Po 3 tygodniowej przerwie byłem się dzisiaj przebiec z ojcem. Tuż po wybiegnięciu z domu rozbolało. Z zaciśniętymi zębami przebiegłem zaplanowany dystans. Poprosiłem o wizytę u lekarza. „Ale co ci lekarz pomoże!” Młody powinien być zdrowy. To naprawdę nie jest dziwne, że nie mogę biegać?! Wywalczę wizytę u lekarza. Chcę wrócić do biegania i przebiec półmaraton marzanny w krk w marcu. Dam radę. Kocham biegać.

Pierwsze jazdy samochodem

Nareszcie skończyła się nudna teoria i wsiadłem za kółko. Cały spięty, przerażony… Byłem pewien, że pierwsza godzina będzie na placu. Zrobiliśmy dwie rundki dookoła i pojechaliśmy w samo centrum miasteczka. To było straszne, ale jakże satysfakcjonujące. Już nie byłem zawalidrogą, pieszym, rowerzystą, którego trzeba wyprzedzać. Byłem, jak każdy inny na drodze. Z każdą kolejną godziną czuję się pewniej. Wciąż z ekscytacją oczekuję kolejnej godziny za kółkiem. Mam nadzieję, że szybko skończę teorię, potem szybki termin na egzamin, czekanie na odbiór prawka… Chciałbym na urodziny już mieć prawo jazdy :)

Osiemnastka

Osiemnastka się zbliża. Najwyższy czas, żeby zająć się organizacją. Na pewno osobno rodzina i znajomi. Na rodzinę wyliczone około 15 osób. Matka stwierdziła, że to dość duża impreza i nie da rady przygotować tego wracając z pracy w piątek. Musi być w okresie świątecznym. Wybór padł na pierwszą sobotę roku. To przed moimi urodzinami. Będzie to pod tytułem ostatniej imprezy z piccolo w moim wydaniu. Ostatnia bezalkoholowa. Będzie ciekawie.

Z rodziną nie ma większego problemu, ale co przygotować znajomym? Ze względu na głupi termin, bądź co bądź środek zimy, staruszkowie proponują zmianę terminu. Wakacje, lub coś koło. Ważne, żeby rok się zgadzał. Mogę również połączyć z innym kolegą. Niestety, nie mam kolegów :( Zostaje więc pierwszy weekend po kalendarzowych urodzinach. Coś wielkiego, czy kameralnego? Podobało mi się ostatnio, jak przyjaciel opowiadał o swoich urodzinach(zaprosił, ale odmówiłem, bo nie piję). U niego w pokoju 5-6 kolegów, dużo wódki i planszówki alkoholowe. Brzmi zachęcająco. U mnie picie do zgona się nie sprawdzi, ze względu na osoby, które chcę zaprosić. Ale coś kameralnego i kreatywnego może się udać. Co do tego? Turniej strzelecki w zagraconej piwnicy to może kiepski pomysł, ale karting. Gokarty są fajne, choć kosztowne. Osiemnastkę ma się raz, więc można poszaleć. Twardy orzech do zgryzienia. Muszę jeszcze sporo pomyśleć.