Który to już raz upadam na twarz

Znowu upadałem i w ogóle nie miałem nastroju na pisanie tutaj. Powiedziałbym że czasu też, bo było dosyć intensywnie na uczelni, ale jak się chce, to czas zawsze by się znalazł. A secundo, że było tak wiele rzeczy do opisania, że na samą myśl mi się odechciewało. Po prostu na świeżo chciałem w kolejny wpis włożyć tyle uczuć i emocji, że byłby to najdłuższy wpis na tym blogu, a na to po prostu nie miałem siły. Długie pisanie w moim przypadku gubi myśl i sens. Dzisiaj piękna i słoneczna sobota. Ze spokojnym sercem mogę siąść i coś napisać.

Poszedłem na to spotkanie koła naukowego. Trochę się rozczarowałem działalnością koła. Poza spotkaniem raz w semestrze i organizacji wykładów prowadzonych przez pracowników różnych firm, to nie robią zupełnie nic. Zachęcają tylko do robienia projektów na konferencję projektów studenckich. Projekty typu „sam se rób, my możemy np. udostępnić mikrokontroler”. Nie podoba mi się to. Za rok, gdy będę miał większą wiedzę, to zrobię taki projekt. Będę czasem uczestniczył w tych szkoleniach. Ale to wszystko. W filmach społeczność akademicka wygląda dużo lepiej, choć może to tylko w chameryce…

Poszedłem na oazę. Na samym początku myślałem, że stamtąd ucieknę. Jak zobaczyłem, jak ci ludzie są obściskują, jacy życzliwi, jak wszyscy się przyjaźnią. No ja pierdziele, jak mnie mdliło. Cześć, jak masz na imię? O, Lenny! Jak dobrze, że przyszedłeś, wszyscy bardzo się cieszymy z twojej obecności. Ludzie, dajcie se spokój. Potem były modlitwy. Jak mnie wkurza, jak ludzie są tak niezwykle uduchowieni. Śpiewamy, a oni oczy zamknięte, głowy do góry, ręce też do góry, tak się dziwnie bujają. Nie wiem, ja tego aż tak nie czuję, wydaje mi się to dziwne. Potem przywoływanie Ducha Świętego półszeptem. Z jaką łatwością przychodzi im wymawianie sloganów! Że całe życie oddają, że każdą chwilą będą myśleć o Bogu, żeby przyszedł i napełniał. Od dziecka oazówki. Czy oni się kiedykolwiek zastanowili nad swoimi słowami. Ja jestem grzesznik, ja zdaję sobie sprawę z potęgi istot pozaziemskich, ja się zastanowię, zanim coś powiem. Potem jedna z dziewczyn wygłosiła konferencję o ewangelizacji. Co to znaczy, jak było kiedyś, jak jest dzisiaj… Spoko było, krótko. Potem podzieli nas na mniejsze grupy, przynieśli maaaaasę żarcia. Siedzieliśmy przy stolikach i dyskutowaliśmy o ewangelizacji. Były wyświetlone jakieś pytania pomocnicze, ale je zignorowaliśmy, bo każdy miał pewne swoje przemyślenia na ten temat. Szybciutko zleciał spory kawał czasu. To było po dniu kobiet, to potem poszliśmy na zaplecze, każdy dostał kwiatek i wręczył którejś dziewczynie. Potem jeszcze po kawałku ciasta i wspólne zdjęcie. Potem w małej grupce się jeszcze z kimś zagadałem. Było bardzo późno, gdy w końcu skierowaliśmy się z powrotem(przyszedłem z koleżanką, która już tam chodziła). Poszedłem tydzień później i już było tak sobie. Tematem zaufanie Bogu. W grupce każdy odpowiedział na pytania pomocnicze i tyle, do domu. Strasznie było sztywno. W tym tygodniu tematem był wpływ objawień na nas, na dzisiaj. Takie nudy, że nawet nie poszedłem. Będę uczęszczał tylko na ciekawe tematy.

Byłem też na festiwalu internetu rzeczy. Były naprawdę fajne warsztaty i wykłady. Po tym wydarzeniu wiem, co chcę w życiu robić i w jakim kierunku powinienem się rozwijać, by to osiągnąć. Jestem bardzo szczęśliwy z tego powodu. Jest to dla mnie bardzo wielka motywacja do nauki. Mówili także o wielu sposobach finansowania swoich pomysłów. Więc nie jestem skazany na korpo, może otworzę swoją wielką firmę. Wielką, bo naprawdę, jak podawali kwoty, które można otrzymać, to robiło wrażenie. Z nadzieją patrzę w przyszłość. Mam tylko nadzieję, że po 2020 źródełko nie całkiem wyschnie, że wciąż moja praca będzie potrzebna.

Potem byłem też na wykładzie z koła naukowego z wprowadzenia do mikrokontrolerów. Fajnie było, choć tylko 4 osoby na sali. Pokazał, jakie są możliwości i co można z nimi zrobić. To tylko upewniło mnie w słuszności w tym, czego powinienem sam się uczyć w swoim wolnym czasie.

Udało mi się też wiersz napisać po  bardzo długim czasie. Na jednej z fizyk byłem już tak bardzo zrezygnowany, że napisałem na środku kartki „gówno”. Zacząłem dopisywać do tego inne słowa i bardzo fajnie wyszło. Słowo „gówno” zamienię słowem „gałąź” i wystawię do gminnego konkursu poetyckiego. Jest kategoria do 21lat, więc ostatnia chwila. Kiedyś bardzo słabymi wierszami miałem 2-gie miejsce, więc teraz gdy poszukam po szufladach swoich wierszy i dodam ten nowy(lub więcej nowych, jeśli powstaną), to na pewno wygram. Nie będzie mnie na rozdaniu nagród w czerwcu, bo niestety w czasie moich zajęć, no ale trudno.

Miłego dnia czytelniku mojego bloga. Bardzo się cieszę, że tu jesteś :)
Cholera, zabrzmiało, jak to głupie powitanie w oazie. Po prostu chodzi mi o to, że przyjemniej się pisze, gdy jest więcej niż 1 wyświetlenie na dzień.

Elektryka prąd nie tyka

Dzieje się. Trzeba trochę pomyśleć o przyszłości. Takiej dalszej niż jutro i trochę bliższej niż emerytura. Już za jakiś czas będzie trzeba pójść do pracy. Kwestia roku, dwóch… Najwyższy czas zbierać rzeczy, którymi zapełnię swoje przyszłe CV, lub te, które przydadzą mi się we własnej firmie.

Zobaczyłem plakat kursu na eksploatację do 1kV. Długo się wahałem. Uznałem, że skoro na razie jedyne czego nauczyłem się na studiach to matma i fizyka. Dlatego nie mam żadnych podstaw, które pewnie są potrzebne do takiego kursu i późniejszego egzaminu. Później przez weekend rozmawiałem z rodzicami na skajpaju. Jak powiedziałem o tym ojcu, to radził pójść, że to tylko kilka stówek, a przyda się w życiu. Na nie przemawiał fakt, że taki certyfikat jest ważny tylko 5 lat. Ja ledwie skończę studia i ważność wygaśnie. Kurs miał się zacząć dzisiaj. Zajrzałem w końcu na stronę internetową i okazało się, że wczoraj skończył się termin na zapisanie. 2 osoby zrezygnowały, więc gdybym wtedy się zgłosił, to jeszcze miałbym szansę. Dostałem maila od ojca, w którym napisał, żebym pomyślał, jak dobrze będzie to wyglądać, gdy będę się starał o praktyki przez wakacje, czy później o pracę, że będę miał przewagę nad innymi kandydatami. Pisał też, żebym zapytał różne firmy lokalne, lub większe o to, jakich umiejętności oczekują od potencjalnych kandydatów. Ok, ale ja nawet nie wiem, co mogę umieć i jakie mogę chcieć stanowisko. Umiem tylko całki. Potem był nudny wykład to trochę pomyślałem i to faktycznie mogłoby się przydać. Będę kiedyś montował centralne sterowanie wszystkim w różnych budynkach i bez takiego certyfikatu nic nie zrobię. Ostatecznie jednak stchórzyłem. Nie mam żadnych podstaw naukowych. Kurs jest organizowany co roku, więc za rok będzie nawet lepiej dla mnie, bo certyfikat będzie ten rok dłużej ważny.

Jutro jest też spotkanie koła naukowego z mojego wydziału. Miałem dołączyć już w pierwszym semestrze, ale wtedy zupełnie nic nie umiałem. Teraz czuję się troszkę pewniej w niektórych dziedzinach. Ciągle jestem strasznie nieśmiały, więc w obawie o jakąś wpadkę zapytałem na fb, czy mogę jutro przyjść, żeby zobaczyć czym w ogóle zajmuje się koło, czy będę mógł w czymś wziąć udział. Odpisali, że oczywiście, że chętnie zapraszają, oraz na rozmowę po spotkaniu, czy mi się podoba i w ogóle. Pójdę, najwyżej będę siedział cicho i nic się nie stanie. Jeśli będzie coś interesującego to tylko dobrze dla mnie.

Poza tym to strasznie zarośnięty jestem. Szybko mi zleciały te bardzo krótkie ferie i nie podjechałem do fryzjerki. Wolę pójść do tej swojej, niż tutaj. Miałem nadzieję, że w tę sobotę nareszcie zetnę to siano z głowy. No to znowu wpadłem na coś interesującego. Będzie festiwal internetu rzeczy. Jakieś wykłady i warsztaty. Warsztaty sobie odpuszczę, bo zastrzegają, że dla tych, którzy coś ogarniali wcześniej. Za to prezentacje wyglądają bardzo ciekawie. Są głównie o tym, skąd wziąć pieniądze na biznes, jak zacząć, gdzie jest zapotrzebowanie na internet rzeczy, w jakich dziedzinach. Po prostu gotowa instrukcja dla mnie na następne kilka lat. Must be. Powiedziałem też ojcu o tym. Jest strasznie zakręcony na punkcie mikrokontrolerów, więc od razu stwierdził, że musi tam być. Dla mnie to nawet spoko, bo wrócę z nim do domu. Chociaż na tę noc i pół niedzieli. Mam masę prania i tęsknię.

Żałuję, że zmarnowałem dzisiejszy dzień. Naprawdę, poza obecnością na zajęciach nie zrobiłem zupełnie nic. Wierzę, że jutro uda mi się zrobić coś dobrego, wierzę w to bardzo mocno i tak się stanie.

Słonko świeci, wietrzyk wieje, zło tam stoi i rdzewieje

Jak powiedział tak zrobił. Wszystko zmierza ku dobremu. Spotkałem wczoraj przyjaciela z liceum. Kupiliśmy bilety na dzisiejszy mecz. Wpadnie dzisiaj wcześniej, obejrzymy mecz, posiedzimy chwilę u mnie, a potem do jednego z jego kolegów na domówkę. To będzie wspaniały dzień.

Miałem nieco zbyt leniwy poranek. Południe, a ja jeszcze nic nie zrobiłem. Pora wziąć się w garść. Na początek takie przyziemne sprawy. Muszę posprzątać, ogolić się pouczyć, ugotować obiad. Sił dodaje piękny, słoneczny widok z okna. Wszystko widać po horyzont. Do tej pory, jak był smog to widziałem tylko najbliższe budynki. W ogóle jest tak przyjemnie i ciepło. Całą zimę marzyłem o takich chwilach.

Ewangelizuję się. Trafiłem na dwie ciekawe rzeczy. Uznałem to za znak i się nimi zająłem. Siostra podesłała mi link do rekolekcji wielkopostnych na yt. Codziennie pojawia się nowy odcinek. Oglądam i zobaczymy co to z tego będzie. Wygląda zachęcająco. Na drugie trafiłem w internecie. Jeden psalm dziennie z indywidualnym rozważaniem. Dzisiaj będzie piąty. Mam nadzieję,, że nie będę świętoszkiem, tylko że faktycznie wpłynie to pozytywnie na moje życie.

No to co, módl się i pracuj. Przykre tylko to, że dzisiaj dopiero pierwszy dzień szczęścia. Długo wczoraj walczyłem, ale upadłem.

Zakochałbym się…

Myślę, że to już ten moment. Przez długi czas nie miałem najmniejszego zamiaru angażować się w żadne związki. Wychodziłem z założenia, że żeby kochać drugiego człowieka, trzeba najpierw pokochać siebie. Kochając siebie uczymy się kochać, no chociaż po trochu tak jest. Ciągle siebie nienawidziłem za te ciągłe upadki, niezdarność, cichość. Dosyć z tym. Zaczyna się nowy semestr. Mam z tym związane wielkie plany. Są to moje postanowienia noworoczne. Wiem, że aby spotkać tą jedyną muszę wyjść do ludzi. Siedzę za tym komputerem, za tym porno i to nie ma żadnego sensu. Dziewczyny przecież też szukają chłopaków, też mają podobne plany i marzenia do moich. Jestem mądry i przystojny, więc wystarczy tylko podejść i zagadać. Spotykać w czasie różnych wydarzeń, aktywności.

Plan jest pora na realizację. Przede wszystkim oaza w duszpasterstwie akademickim. Na te spotkania wybierałem się już w pierwszym semestrze. Może nie będzie to zbyt efektywne towarzysko, ale duchowo na pewno. Dzisiaj jest spotkanie formacyjne, ale niestety nie idę. Miałem iść na piwo z ziomkami, to też nie idę, bo IEM wkrótce i wyjechali do domu. Szlag by to. Skończyło się, że ani na jedno, ani na drugie nie poszedłem.
Drugie to wyjazdy w góry. Tutaj jest szersze spektrum możliwości. Będę śledził wyjazdy ze wszystkich uczelni w mieście. Z mojej, jak patrzyłem, to jeżdżą dosyć rzadko. Do tego jest to uczelnia techniczna, więc głównie chłopaki. Mam znajomą, która chodzi do uczelni humanistycznej, u nich koło turystyczne działa prężniej, więc mam nadzieję, że uda się coś ogarnąć. Kolejne to siostrzyczka mówiła, że planuje ze współlokatorką kilka wyjazdów w góry. Mogę jechać z nimi, lub zabrać kilku znajomych. Myślę, że to będzie wspaniałe. Zostaje też  możliwość jeżdżenia w góry zamiast wf, spotkanie organizacyjne jest jutro wieczorem, ale średnio mi się to widzi.
Kolejny sposób na poznanie ludzi, to poznawanie ludzi. Gdy zostanę w akademiku na weekend, to zawsze mogę kogoś z grupy, lub z akademika zaprosić na bilard. Czekając na autobus też można ludzi zagadać. Trzeba być odważnym. Ludzie potrzebują kontaktu. Jeżeli nie, to przecież powiedzą, nic złego się nie stanie.

Także plany są ambitne. Jako że jestem w 100% introwertykiem, będzie to dla mnie spore wyzwanie. Co tam, przecież dam sobie radę. W pierwszym semestrze przeżywałem dramaty, teraz pora żyć pełnią życia!

Człowiek jest warte tyl, co jego słowo

Chyba jedna z najprostszych miar prawdziwej wartości każdego człowieka. Gdy spotykamy człowieka pierwsze wrażenie, często powierzchowne, to oczywiście wygląd. To co ważniejsze to jego słowa, treść, jaką ma do zaoferowania, to co siedzi w jego wnętrzu. Po tych dwóch elementach mamy już kompletny obraz człowieka w swojej głowie. W końcu milcząc sprawiamy wrażenie głupiego, po odezwaniu się, rozwiewamy wszelkie wątpliwości.

Przeprowadziłem się. Mieszkam w sporej parafii i dopiero odkrywam tutejszych księży. Obserwuję jedynie, że spowiednik za każdym razem mnie opieprza. Jest to dla mnie coś nowego. Ze względu na ciągle powracające do mnie porno chodzę do spowiedzi nieco częściej niż przeciętny katolik. Ostatnio ksiądz w konfesjonale rzucił mi na odchodne „Wyrzekłeś się swojego grzechu. Pokaż teraz ile warte jest twoje słowo.”

No i co, ile jestem warty? Przez długi czas nie dało mi to spokoju. Tyle razy plotę bez sensu. Ale to jeszcze nie jest najgorsze. Źle jest, gdy nie wywiązuję się z obietnic, lub kłamię. Zdałem sobie sprawę, że faktycznie słowo jest miarą wartości człowieka i spojrzałem na siebie z boku. Może nie kłamię zbyt często, nie mam takiej potrzeby. Ale co z przysięgami? Do spowiedzi ciągle latam jak szalony(tylko to odciąga mnie od ciągłego upadania), ojcu ciągle powtarzam, że coś zrobię, a potem jest, jak zawsze nie zmienia się nic. Siebie nawet okłamuję. Widmo wywalenia ze studiów uderzyło moje oczy, była wola i postanowienie… nic się nie zmieniło. Nie będę pisał, jak źle się wtedy czułem.

Było źle, ale był to też mój kolejny nawrót do Boga. Gdy pamiętam o Nim w swoim życiu, to dopełniam obietnic. W sumie wyszło na dobre. Od 4 lat zawsze na jesień osiągam kolejny stopień poznania Boga. Tym razem ten moment był w styczniu. Opiszę te stopnie innym razem(nienawidzę tego fragmentu w innych blogach, przykro mi, że teraz to napisałem).

Zaobserwowałem też, jaką potężną moc ma słowo. Takie zwykłe pytanie:”Zrobiłeś zadanie?”. „Nie, wczoraj miałem dużo zajęć, nie miałem czasu, sory, zaraz zrobię”. Nawet przy sensownych powodach, gdy ktoś się kaja, to odczuwamy nad nim wyższość. Słabiej postrzegamy taką osobę i niedokładnie odbieramy przekaz jej słów. Natomiast dialog:
-Zrobiłeś zadanie?
-Nie.
-Kiedy zrobisz?
-Jak wrócę, za 5 minut.
Te słowa mają moc, mają silny przekaz. Dopiero niedawno zrozumiałem przypowieść o tym, by mówić „tak, tak, nie, nie”. Silne stanowcze słowa.
Organizacja „przymierze wojowników”, którą śledzę kładzie duży nacisk na ograniczanie słów. Tego też nie rozumiałem. Myślałem, że skoro mało z ludźmi rozmawiam, to mnie to nie dotyczy. Teraz wiem, że chodziło o prostotę codziennej komunikacji. Prawdziwy mężczyzna ma swoje zdanie, jest stanowczy. Może spotkać się z kolegami, może rozmawiać, ale wtedy, gdy jest na to czas i miejsce.

A tak w ogóle, to nie podoba mi się ten wpis. Wyszedłem z wprawy. Mam nadzieję, że to kwestia czasu, jak wrócę do formy. Druga istotna rzecz, to anonimowość tego bloga. Zawsze pisałem go w samotności, intymnie. Teraz mieszkam w akademiku i gdy zaczynałem ten wpis, to jeszcze kolega siedział niedaleko, to bardzo rozprasza.