See you in Valencia bye bye bye bye bye

Taize. Potężna hala, półmrok, masę ludzi, zupełny ścisk, cichy chór… I ta magia unosząca się ponad nami. To było coś niezwykłego. Masowe modlitwy do tej pory kojarzyło mi się rozkojarzenie i hałas. Tym razem było wspaniale. Dało się wyczuć siłę, którą ma wspólna modlitwa. Naprędce przygotowany chór wprowadzał w ten niezwykły nastrój. Modlitwy rano, w południe i wieczorem wcale nie był nudne. Za każdym razem było to przeżucie, na które się czekało. Były również warsztaty, wykłady; ale stwierdziliśmy, że lepiej pozwiedzać Pragę. Już tam byłem kilka razy, gdy byłem mały. Niewiele pamiętałem(na szczęście). Piękne miasto. Byliśmy zgraną ekipą, choć wcześniej się nie znaliśmy. Zgłosiliśmy się do grupy pracy. Mieliśmy wskazywać drogę z przystanku do centrum. Było to zupełnie bez sensu z wielu względów. Mogłem przynajmniej użyć wtedy języka do rozmowy z innymi pracującymi, a także wzbogacić listę znajomych na fejsie. Mieszkaliśmy na zupełnym zadupiu, z dala od centrum(najeździłem się metrem za kilka lat). Spaliśmy w tekturowym baraku(dobrze, że nie przemokł), przynajmniej było ciepło. Ponieważ papier łatwo się pali, a w oknach były kraty, dostaliśmy siekierę do szybkiej ewakuacji przez ścianę. Nie mieliśmy prysznicu. Wszyscy mieliśmy noworoczne postanowienie, żeby wziąć prysznic. Samo spotkanie było świetnie zorganizowane. Ogarnięcie takiego tłumu naprawdę nie jest łatwe.

Wracając zatrzymaliśmy się jeszcze w Kutnej Horze. Wolałbym być wcześniej w domu, ale trudno. Mieliśmy podjechać pod kaplicę czaszek, ale coś tam, coś tam… Chodziliśmy po starówce, odwiedziliśmy katedrę i strasznie zmokliśmy. Powrót do domu przed północą.

Wcześnie rano pobudka. Rozpakowywanie się, sprzątanie pokoju i całego domu, gotowanie… Ledwie skończyłem, przebrałem się i dzwonek do drzwi. Tego dnia organizowaliśmy moją osiemnastkę dla rodziny. Byłem zupełnie wyczerpany, gdy przyszli, a wszystko dopiero się zaczynało. Impreza była ok, choć było ciężko(w końcu 20 osób). Prezenty spoko(jedną rzecz miałem wcześniej), ludzie spoko i w ogóle spoko. Kolejna nieprzespana noc. To była ostatnia taka impreza, w której nie piłem.

Zapomniałbym  :) Mam tu zapisywać ciekawe przeżycia. W pierwszy piątek poszliśmy do maleńkiej kapliczki z boku kościoła. Pokoik 5x2m. Upchnęliśmy się tam 15 polaków, murzyn i dwóch księży. Fajne przeżycie. W tak kameralnym gronie, że powiedziałbym wręcz intymne. Pierwszy raz miałem wino w ustach. Przed podanie Komunii św. ksiądz maczał opłatek w winie.

Jestem wyczerpany, do szkoły nic nie zrobiłem, a to trzeba już jutro(wtorek wolny, mogliby też ten poniedziałek). Ogólnie nie zafajnie. Na szczęście zdrowie wraca. Lekarz powiedział, że od nowego roku mogę powoli wracać do ruchu. Biorę się za trening :)