Zobaczysz mnie krwawiącego

Wszystko się pieprzy. Upadłem, wyjazd na weekend zdominowało wkurwienie starych, starzy kupują wszystkie kłamstwa siostry, siostrzyczka robi ze mnie pierdołę na każdym kroku, czas ucieka, kontuzja goni kontuzję, brakuje mi przyjaciół, bez ruchu szlag mnie trafia, nie mam weny, by tworzyć, nie chce mi się czytać książek, nie trafiłem z prezentami, gubię Boga… Zabierz mnie stąd. Jutro o północy wyjeżdżam na Taize. Może tam wydarzy się cokolwiek miłego.

Bohu, prosim Cie, pomahaj nam

Nie udało się pojechać na pierwszy dzień rekolekcji. Miało być o pierwszym przykazaniu. Kolega na godzinę przed napisał, że nie jedzie. Nie miałem już czasu, żeby się tam dostać. Trudno. Drugiego dnia było o szóstym przykazaniu. Rekolekcjonista był naprawdę świetny. Mówił o tym, jak małe grzeszki tworzą coraz większe i większe. Niejednoznaczna reklama na billboardzie, potem pornografia, rozwiązłość seksualna, antykoncepcja, invitro, aborcja… Krok po kroczku i dochodzi do morderstwa. We wspomnieniach z objawień Matki Bożej w Fatimie, najstarsza z sióstr powiedziała, że gdyby nie było z nimi Maryi, to nie wytrzymali by w piekle nawet chwili. Najwięcej dusz trafia do piekła z powodu łamania szóstego przykazania. Na koniec była niesamowita modlitwa. Nastrój szczerej modlitwy wypełnij Kościół. Czułem taki spokój na sercu, jak jeszcze nigdy. Ofiarowanie życia Bogu. Każdej myśli, każdego słowa, każdej czynności, każdej sekundy i każdego dnia. Kładliśmy świeczki na ołtarzu jako symbol ofiarowania siebie. Tuż po wyjściu z Kościoła zacząłem tęsknić za bliskością Boga w Hostii. Mam zamiar odwiedzać Kościół prawie codziennie, po szkole.

Trzeci dzień dotyczył Ducha Świętego. Obejrzeliśmy film o prorokach żyjących obecnie. To było coś niezwykłego. „Czy na sali są jacyś niepełnosprawni? Zostawcie wózki, kule i tu podejdźcie” Jeden z tych proroków wszedł w tłum i zsyłał Ducha dotykając czoła ludzi. Połowa z nich mdlała. Później pomodliliśmy się za kapłanów. Następnie oni zsyłali Ducha do nas. Gdy dotknął mojego czoła stałem się lekki. Wcześniej brzuch mnie coś bolał, tyłek od kilku godzin siedzenia… W tej jednej chwili w ogóle nie czułe ciała. Byłem najlżejszy, byłem tylko duszą. Kilka osób zemdlało. Duch ma wielką moc.

Ludzie tak po prostu ofiarowali Bogu swoje życie. No ale zaraz. Każdą chwilę swojego życia? Przecież to trzeba żyć godnie i w ogóle. Chciałem to dobrze przemyśleć. Doświadczenia następnych dni umocnił mnie w przekonaniu, że bez Boga jestem nikim. Chcę żyć Bogiem i z Bogiem. Chcę wypełnić nim swoje życie. On dał mi życie, ja mu je oddam. Stawką będzie wieczność.

„Jesteś wojownikiem”

Kolega powiedział, że od jutra zaczynają się ciekawe rekolekcje w sąsiednim mieście. Jutro da mi znać, czy będą mieli jeszcze wolne miejsce w samochodzie. Jeśli nie, to i tak jakoś się tam dostanę. Wysłał mnie do spowiedzi. Mówi, że koniecznie przed rekolekcjami. Tak się fajnie złożyło, że właśnie dzisiaj jest spowiedź przedświąteczna w mojej parafii. Czym prędzej udałem się do Kościoła. Trafiłem na świetnego spowiednika. „Imponujesz mi, jesteś wojownikiem”. Ależ poczułem moc, siłę. Od kilku miesięcy się przemieniam, staram się być wojownikiem. Nie mówiłem mu tego, a on właśnie tak mnie nazwał „jesteś wojownikiem”. Niech moc będzie z Wami!