Nadchodzi piękny czas

Nadchodzi… Jeszcze go nie ma. Przez ostatnie 3 miesiące tylko dwa byłem dalej niż 15km od domu. Raz na wyścigach motocykli w Brannej i raz na wystawie w krk. Życie przelatuje mi pomiędzy palcami. Szkoła, dom, szkoła, dom… Znów zacząłem upadać. To mnie osłabia. Wracam ze szkoły prosto do łóżka. Muszę jak najszybciej z tym skończyć. Nie mam czego na fb dodawać, od wakacji niczym się nie pochwaliłem. W moim życiu nic się nie dzieje. Na szczęście już wkrótce zacznie się wspaniały okres, dokładniej to grudzień i styczeń :)

Zaczyna się w tym tygodniu. Jadę w piątek do siostry do krk na Festiwal Filmu Niemego. Na film o kulturze Bałkan w latach 20′ z muzyką na żywo :) Pójdziemy do Manufaktury Czekolady i w Łagiewnikach kupię sobie medalik z Matką Bożą(Piękna, dla której będę walczył z grzechem). Nocleg w mieszkaniu siostrzyczki. Później koncert VooVoo w domu kultury w miasteczku. Rodzice to może nie najlepsze towarzystwo, ale koncert i tak zapowiada się wspaniale. Nie znam tego zespołu, ale po przesłuchaniu dwóch piosenek na yt stwierdzam, że zapowiada się fajnie. Później tradycyjny, rodzinny, przedświąteczny wyjazd na weekend na baseny termalne Popradzie(sk). Wszyscy przed świętami sprzątają, a my się relaksujemy. Bardzo to lubię. Później wyjazd na sylwestra do Pragi na Taize. Nie mogę się doczekać poznania ludzi z całej Europy zjednoczonych we wspólnej modlitwie. A później tańcowanie do białego rana :) Końcem stycznia spotkanie z koleżanką z Ukrainy. Znamy się już ponad rok, czatujemy prawie codziennie, a jeszcze nie było okazji się spotkać. Miejscem tego wyjątkowego wydarzenia będzie Warszawa. Koleżanka mówi, że ma regularne, tanie połączenie z Wawą, a ja też mogę podjechać. Spotkamy się na jeden dzień(bez noclegu w Wawie). Trochę to jest na wariackich papierach, ale trzeba czasem szaleć. Jeszcze musimy to dogadać. Może uda mi się namówić ją na tydzień w krk(z noclegiem u siostry). Choć zwalnianie się na tydzień ze szkoły średnio mi się widzi. U niej to nie problem, ponieważ z powodu odcięcia gazu mają 2 miesiące wolnego przez zimę.

W styczniu wydarzy się coś jeszcze, coś bardzo wyjątkowego i niepowtarzalnego :) Moje osiemnaste urodziny. Miałem kilka pomysłów, jak to zorganizować. Wyobrażałem sobie to, jako dzikie picie. To byłoby dosyć problematyczne, ponieważ jestem jedną z najstarszych osób w klasie i kilku moich gości nie będzie pić na imprezie. A przecież kto to widział, żeby nie pić na osiemnastce! Tak myślałem. Ale można sobie z tym poradzić. Dzikie picie odłożę w czasie, a na razie zrobię przyjemne, atrakcyjne przyjęcie. Plan zakłada, że najpierw moi rodzice pozbierają wszystkich gości i zabiorą prosto do dużego miasta(20km). Tam wsiadamy w gokarty. Kryty tor wynajęty na pół godziny. Później idziemy sobie pieszo niewielki kawałek na kręgle. Następnie udamy się do jakiejś miłej restauracji. Miłej… Udam się wkrótce na zwiady i którąś wybiorę. Tam tort, życzenia, dyskusje i wszelkie formy miłego spędzania czasu. Brzmi fajnie. Mam nadzieję, że się uda to zorganizować i że będzie to miły czas i (najważniejsze) że wszyscy będą się dobrze bawić.

Już nie mogę się doczekać tych wszystkich atrakcji. Jestem taki podekscytowany. Nic już więcej nie piszę. Na razie muszę się skupić na klasówce z polaka i sprawdzianie z matmy. Oceny są słabe, a oczekiwania duże. Biorę się do pracy.

Taizé

Wybieram się w tym roku na Taizé. Jest to coś na kształt europejskich dni młodzieży. Co roku w po świętach, aż do nowego roku tysiące młodych ludzi różnych wyznań z Europy spotykają się w jednym miejscu. Wspólne modlitwy, rozważania, spotkania i zabawy. Już nie mogę się doczekać. To będzie wspaniały czas. Do jutra są zapisy. Wydaje mi się, że jestem zapisany, ale różnie to może być. Zapisuję się przez telefon. Jutro potwierdzę i umówię się na spotkania, żeby poznać szczegóły. Znowu nie miałem żadnych planów na sylwestra, więc może chociaż tym razem spędzę ten czas w jakiś fajny sposób.

Gdy usłyszałem o nowennie pompejańskiej, bardzo dużo o tym rozmyślałem. Szkoła wytrwałości. Przez 54 dni trzeba codziennie odmawiać wszystkie tajemnice różańca. Jeśli jest silna wiara, to później Matka Boska Pompejańska spełnia każdą prośbę, każdą potrzebę. Wczoraj rozpocząłem nowennę. Modlę się o dobry wzrok. Trzeba silnej wiary i musi to być silna potrzeba. Tutaj mam wątpliwości. Wzrok nie najgorszy, nie cierpię okularów. Prośba raczej egoistyczna. Mam wątpliwości, a wiara, jak sama nazwa wskazuje musi opierać się na wierze, na silnej wierze. Chciałbym, żeby stał się cud i żebym zaczął świetnie widzieć. Do tej pory z cudami stykam się tylko w książkach i w kościele, w czasie kazań. To musi być niezwykłe doświadczyć tego na własnej skórze. Nawet jeśli się nie uda, pokonam szkołę wytrwałości. Nie zapominając również, że różaniec jest tarczą przed pokusami. Same korzyści :)

Pierwsze strachy przed maturą

Matura dopiero za półtora roku, czym tu się przejmować. Szmat czasu. To czemu z każdego rogu słyszę o maturze, czemu wszyscy wokół się uczą?! Jak się przyłożę, to na pewno dobrze napiszę maturę, na pewno. Ale trzeba się przyłożyć. Obiecałem sobie, że od początku drugiej klasy będę przynajmniej raz w tygodniu powtarzał wszystko, notował, żeby potem tylko powtórzyć. Jestem zbyt leniwy. Ale naprawdę zaczynam się bać. Nic nie robię, w szkole źle mi idzie. Znów chcę się zmienić. Wierzę, że tym razem się uda.

Znów przestałem biegać. Kolano wciąż boli. Po 3 tygodniowej przerwie byłem się dzisiaj przebiec z ojcem. Tuż po wybiegnięciu z domu rozbolało. Z zaciśniętymi zębami przebiegłem zaplanowany dystans. Poprosiłem o wizytę u lekarza. „Ale co ci lekarz pomoże!” Młody powinien być zdrowy. To naprawdę nie jest dziwne, że nie mogę biegać?! Wywalczę wizytę u lekarza. Chcę wrócić do biegania i przebiec półmaraton marzanny w krk w marcu. Dam radę. Kocham biegać.

Pierwsze jazdy samochodem

Nareszcie skończyła się nudna teoria i wsiadłem za kółko. Cały spięty, przerażony… Byłem pewien, że pierwsza godzina będzie na placu. Zrobiliśmy dwie rundki dookoła i pojechaliśmy w samo centrum miasteczka. To było straszne, ale jakże satysfakcjonujące. Już nie byłem zawalidrogą, pieszym, rowerzystą, którego trzeba wyprzedzać. Byłem, jak każdy inny na drodze. Z każdą kolejną godziną czuję się pewniej. Wciąż z ekscytacją oczekuję kolejnej godziny za kółkiem. Mam nadzieję, że szybko skończę teorię, potem szybki termin na egzamin, czekanie na odbiór prawka… Chciałbym na urodziny już mieć prawo jazdy :)

Osiemnastka

Osiemnastka się zbliża. Najwyższy czas, żeby zająć się organizacją. Na pewno osobno rodzina i znajomi. Na rodzinę wyliczone około 15 osób. Matka stwierdziła, że to dość duża impreza i nie da rady przygotować tego wracając z pracy w piątek. Musi być w okresie świątecznym. Wybór padł na pierwszą sobotę roku. To przed moimi urodzinami. Będzie to pod tytułem ostatniej imprezy z piccolo w moim wydaniu. Ostatnia bezalkoholowa. Będzie ciekawie.

Z rodziną nie ma większego problemu, ale co przygotować znajomym? Ze względu na głupi termin, bądź co bądź środek zimy, staruszkowie proponują zmianę terminu. Wakacje, lub coś koło. Ważne, żeby rok się zgadzał. Mogę również połączyć z innym kolegą. Niestety, nie mam kolegów :( Zostaje więc pierwszy weekend po kalendarzowych urodzinach. Coś wielkiego, czy kameralnego? Podobało mi się ostatnio, jak przyjaciel opowiadał o swoich urodzinach(zaprosił, ale odmówiłem, bo nie piję). U niego w pokoju 5-6 kolegów, dużo wódki i planszówki alkoholowe. Brzmi zachęcająco. U mnie picie do zgona się nie sprawdzi, ze względu na osoby, które chcę zaprosić. Ale coś kameralnego i kreatywnego może się udać. Co do tego? Turniej strzelecki w zagraconej piwnicy to może kiepski pomysł, ale karting. Gokarty są fajne, choć kosztowne. Osiemnastkę ma się raz, więc można poszaleć. Twardy orzech do zgryzienia. Muszę jeszcze sporo pomyśleć.

Ufff

Sprawdzian z matmy miał być wczoraj: „zostawiłem skserowane sprawdziany w domu”. Wczoraj strasznie się go bałem. Powtórzyłem całą teorię, ale nie zrobiłem żadnych przykładów. Miało być wczoraj spokojne popołudnie. Zepsuła je matma. Całę popołudnie rozwiązywałem zadania. Szło mi naprawdę znakomicie. Kilku nie potrafiłem zrobić, więc zapisałem ich numery na kartce. Wieczorem przepisałem rozwiązania z internetu. Kładąc się w łóżku uczyłem się tych rozwiązań. Przyszedł ten wielki dzień, ta wielka szansa by podnieść średnią ocen z matmy powyżej 2,8(3). Od rana czułem się pewnie. 8h snu zawsze dobrze działa na mózg. Byłem gotowy. Dostałem kartkę. No tak, wszystko umiem. 4 zadania. 2 pierwsze przeleciałem, jak burza. 3… 3… 3… Wprawa w ściąganiu żadna. Robię to tylko od święta. Kartka z rozwiązaniami w tylnej kieszeni spodni. Położyłem się na krześle, wyciągnąłem, otwarłem poskładaną kartkę. To zadanie akurat na samej górze, a ja widzę tylko połowę kartki. Odsuwam się do tyłu, jeszcze dalej i jeszcze… po chwili czuję, że zaczynam przesuwać też ławkę za mną. Położyłem się znowu na krześle, przeczytałem i przepisałem. Kolejne zadanie, coś mi świta. Spojrzałem na początek na kartce i resztę zrobiłem sam. Nauczyciel wstaje. Kartka leży na kolanach. Zaczyna chodzić po klasie. Nogi do góry, tuż pod blat, kładę się na ławce, żeby zakryć tę kartkę(w końcu siedzę kilometr od ławki). Nogi całe drżą, nie dam rady ich utrzymać. Ufff, przeszedł. Zgniatam kartkę i wrzucam do kieszeni. Posprawdzałem, oddałem. Po wyjściu na przerwę dopadło mnie niesamowite uczucie ulgi, że już po wszystkim. Czułem się wspaniale. Całą następną lekcję taki szczęśliwy, że już po wszystkim. Ufff

Asia inna niż wszystkie

Asia była bardzo wpływową osobą. Nie, nie to, że miała władzę, czy znajomości. Po prostu łatwo było na nią wpłynąć. Nie inaczej było tym razem. Zdawała sobie sprawę, że szczotkując zęby wykonuje do 100 ruchów na minutę. Gdy tylko usłyszała w telewizji, że szczoteczka elektryczna Colg-a-med wykonuje 48000 ruchów na minutę, wiedziała, że musi ją mieć.

Wizyta w drogerii była kosztowna, ale czego się nie robi dla zdrowych, białych zębów. Po powrocie do domu rozpakowała pudełko wielkości komputera. W środku znalazła tylko kartę gwarancyjną i nieco tylko większą od normalnej, szczoteczkę do zębów Colg-a-med Super Plus Pro 2000.

Asia była niezwykle ciekawa działania nowego nabytku. Bez namysłu nacisnęła „power” i… i nic. Albo zepsuta, albo baterie. Tak, brak baterii był dużo bardziej prawdopodobny. Przełożyła z pilota od telewizora. Po chwili znów była gotowa.

Wycisnęła troszkę pasty i uruchomiła szczoteczkę. Słychać było tylko szum obracających się wirnika i przekładni. Asia nie dała rady utrzymać się na nogach. Szczoteczka rzucała nią na prawo i lewo po łazience. Używając wszystkich sił wsunęła delikatne włókna do ust i „niech się dzieje wola Boża”.

Zgodnie z instrukcją wyciągnęła dopiero po dwóch minutach. Dało się słyszeć szum z dymiących, rozgrzanych do czerwoności zębów. Dziób zakrwawiony, dziąsła rozerwane… Asia pluje krwią na spodnie, umywalkę, podłogę. Z za drzwi słychać buczący telewizor: „Jeśli plujesz krwią w czasie szczotkowania zębów wypróbuj „<<Bleedooth>>”. O tak, Asia odwiedzi jutro aptekę.

Martwisz się, bo rozebrali twój pomnik?

Heh, dawno mnie tu nie było. To nie tak, że nie mam czasu. Blog przestał być dla mnie wsparciem w walce z masturbacją. Piszę tu tylko swoje przemyślenia itd itp. Cieszę się, że tyle osób tu zagląda. Kilka dni nic nie publikuję, a tu kilka wyświetleń wpada :)

Teraz moja nadzieja w ćwiczeniach. Codzienne zwycięstwa mentalne nad ciałem naprawdę pomagają. W ciągu dnia czekam na to coś, gdy to zrobię, to wiem, że wszystko dam radę zrobić. Jestem taki silny. Po takich 10km już w ogóle nie mam ochoty na porno. Biorę się za naukę, za zadanie. Gdy w szkole mi się nudzi już myślę o tym, jak ślicznie będzie, gdy wrócę do domu, przebiorę się i pójdę biegać. Postępy widzę przy treningach na worku. Za każdym razem wytrzymuję dłużej, uderzam szybciej i mocniej. Bieganie wciąga.

Niestety ta kontuzja kolana nieco pokrzyżowała moje plany. W tym tygodniu niewiele się ruszałem. W zasadzie minimum, żeby się nie zastać. Teraz jest trochę wolnego i chcę wrócić do tych zdrowych nawyków. Muszę. Każdy dzień bez ćwiczeń kończył się grzechem. Motywacja ogromna. Obejrzałem wszystkie 6 części Rockyego. Imponowało mi, w jaki sposób radził sobie ze wszystkimi problemami. Był prawdziwym mężczyzną(już wiem, co to znaczy).

Ostatnio wracając ze szkoły trafiłem na billboard, że jakaś grupa biegaczy w miasteczku i była podana strona internetowa. Spotykają się co sobotę i robią 10km. Zdrowie pozwoli to do nich dołączę. To może być naprawdę coś wspaniałego.

PS:Zauważasz ten optymizm we mnie?

Wbiegłem na wzgórze melancholii

Ciągle zwyciężam. Dzisiaj również wstałem wcześnie i poszedłem biegać. Widziałem nawet 16 bażantów i 2 sarny :) Niestety organizm zaczyna się buntować. Przed chwilą, gdy się rozciągałem chwyciło mnie coś w kolanie. Potem rozgrzałem nadgarstki, zabandażowałem i ból przy pierwszym uderzeniu w worek. No nic. Wieczorny trening dzisiaj sobie odpuszczam. Ale jutro rano znowu bieg, a wieczorem siła.
Siostrzyczka wróciła na weekend. Wróciła i wkurza. Ciągle mi coś znosi do pokoju, zasypuje moje ubrania kocią sierścią, wchodzi w brudnych butach do mojego pokoju. Opowiada mi coś, a zaraz potem to samo, tylko zupełnie na odwrót opowiada starym. Kilka wersji tego samego zdarzenia sprzedaje staruszkom, a oni to wszystko kupują. Ojciec po mnie jeździ, gdy to pokazuję. Szaleństwo w domu. Po kazaniu na cmentarzu zjechała się u nas rodzina. Zamknąłem się w pokoju i siedziałem. Czas przeleciał. Nawet nie zauważyłem.

Czuję się samotny. Tyle osób w szkole, a ja mam tylko 3-4 do których się odzywam. Na fb to samo. 50 znajomych online, a ja patrzę tylko, czy 3 osoby są dostępne. Codziennie widuję się w szkole z A. Odwraca wzrok, też tak robię. Nie mam mnie kilka dni na fb i nikt się nie zainteresuje. Z nikim nie spotykam się po szkole. Do każdego spotkania z przyjacielem muszę się zmuszać. Nie chcę być sam.

Oceny mam coraz gorsze, materiału nie umiem. Uczę się. Spędzam masę czasu nad książkami. Na kurs na prawko zabieram podręczniki i powtarzam wszystko. Nic to nie daje. Niby oceny do niczego się teraz nie liczą, ale… Nauczyciele przestają mnie lubić(to dla mnie cholernie demotywujące), rodzice wściekną się po wywiadówce. Miało być miło.

Znowu zaczynam czuć, jakbym był daleko od Boga. Zmawiam rano i wieczór 10 zdrowasiek, rozmawiam z Bogiem, myślę o nim. Może to tylko kryzys, brak zaangażowania. I tak siedzę i mi smutno. Może jutro będzie lepszy dzień. Jak rano przebiegnę kolejne 10km to zaatakują mnie zastępy endorfin. Może…