Wojownik

Pisałem już, jak wkurzyło mnie, gdy na karate gimbusy blokowały wszystkie moje ciosy? Tak. Chciałem zacząć ćwiczyć. Udało się :)
Prawie codziennie biegam 10km, ćwiczę na worku, podnoszę ciężary, lub chodzę na basen. Ma to swoje konsekwencje. Jestem wyczerpany co wieczór. To dobrze. Codzienna duma z pokonywania własnych słabości, to coś wspaniałego. Umysł robi się trzeźwy, codziennie ogrywam ojca w szachy :) Czuję, że jestem coraz szybszy. Gdy tylko bandażuję dłonie przed treningiem na worku ogarnia mnie moc.
„Najgorsze, co może spotkać wojownika, to ucywilizowanie” Biegam w lesie, gdzie ogarnia mnie dzikość. Ciemno, zimno, zwierzaki dookoła… :) Jest ciężko, ale wygrywam. Codziennie :D

Maria Werna

Maria Werna wyszła z partyjnego przyjęcia. Była bosa po tym, jak złamała obcas wysiadając z samochodu. Czerwony dywan, po którym szła, otoczony był przez fotografów. Lampy błyskały sypiąc się na dywan. Asystenci zręcznie zakładali nowe żarówki w aparatach. Kawałki szkła raniły stopy Marii. Po chwili zaczęła obficie krwawić, mimo to uśmiechała się. Na zdjęciach musiała wyglądać dobrze. Gdyby była sama, rozpłakałaby się, jak dziecko.

Usiadła skraja kanapy w białej Czajce. Wyciągnęła z torebki chusteczki i przyłożyła do stóp. Błyskawicznie przemokły. Zdjęła apaszkę z szyi i zawiązała ją powyżej kostki. W torebce miała drugą, założyła ją na drugą nogę. Cały czas płakała. Tusz do rzęs spływał jej po policzkach. Czuła się coraz słabiej. „Szybciej Dimitrij!” krzyknęła na szofera. Promile buzowały w jej głowie. Zamknęła oczy.

Ocknęła się w bardzo wygodnym, miękkim łóżku. Na wielkim oknie stały kolorowe kwiaty, w rogu stał telewizor. Ściany były śnieżnobiałe. Musiała skorzystać z toalety. Wsunęła obolałe, zabandażowane stopy w kapcie z kożuszkiem. Powolnymi krokami ruszyła w stronę drzwi. Po naciśnięciu klamki i otwarciu drzwi doznała szoku. Uderzyła ją fala zimna, krzyków i smrodu. Zapach medykamentów mieszał się z zapachem moczu. Koło drzwi spostrzegła milicjanta śpiącego na krześle. Była przyzwyczajona do obstawy.

Czuła, że musi się stąd jak najszybciej wydostać. Zaczęła biec. Już po kilku krokach wpadła na pielęgniarkę roznoszącą obiady. Całą taca wylądowała na betonowej posadzce. Biegła dalej. Mijała kolejne łóżka z chorymi, lekarzy i odwiedzających. Minęła izbę przyjęć i znalazła się na zewnątrz.

Na płocie wisiał duży napis „Szpital”. Wbiegła na chodnik i przystanęła. Chciała złapać oddech. Zastanawiała się, gdzie jest. Znała tę okolicę. Obwodnica Moskwy, gdzieś w pobliżu Łużnik.

Ze szpitala wyleciał policjant. Wskazywał ją palcem „Łapać ją!” Nie miała już sił uciekać. Obok zatrzymała się granatowa Wołga. Otwarły się drzwi „Wsiadaj!” Wiedziała, co to oznacza. Wykryli, co zrobiła w apartamencie partii. Spodziewała się konsekwencji. Zaczęło jej walić serce, ręce się trzęsły… Otwarła czarny sygnet na prawej dłoni i połknęła zawartość. Wsiadła do samochodu, który ruszył z piskiem opon. Mężczyzna obok przedstawił się „Sierżant Aleksandrowicz, NKWD. Maria Werna, zgadza się?” W jej oczach pojawiły się łzy. Wzięła ostatni oddech i cicho odparła „tak”.

Zamknęła oczy i poczuła, jakby błyskawicznie stanęli. Gdy je otwarła, spostrzegła, że czas się zatrzymał. Wszystko było, jak na zdjęciu. Pod nią otwarła się otchłań. Miała wrażenie, że opuszcza ciało. Zaczęła lecieć w dół. Moskwa coraz szybciej się oddalała, by wkrótce zniknąć. Wisiała w czarnej pustce. Wylądowała w lesie martwych dusz, lesie martwym już.

Pozytywne myślenie

Pozytywne myślenie wydłuża przyrodzenie. Mam dość tego całego pieprzenia. Wkurzają mnie ludzie, którzy pomimo wszystkiego ciągle się śmieją, którzy chodzą wszędzie z tymi hasełkami. Zwrócisz się do kogoś z problemem, to usłyszysz „Uśmiechnij się!”. Nie chcę się uśmiechać, tylko rozwiązać ten problem. Nie wiem, może to dlatego, że jestem polakiem, a to naród raczej smutny. Ale, jak sobie pomyślę, że miałbym żyć gdzieś, gdzie wszyscy się do mnie śmieją, a w głowach myślą swoje… Miło jest, gdy ktoś uśmiechnie się (szczerze) sympatycznie i zrobi jakiś miły gest, ale nie żeby tak bez przerwy. Od tego śmiania się już mi się zęby ostrzą do gryzienia krtani. Tyle. Śmiej się tylko wtedy, gdy naprawdę potrzeba.


Sarajewo

Stałem na wzgórzu nad przepaścią. Przestrzeń w dole miała kształt elipsy. Środkiem płynęła rzeka. Cała dolina była zabudowana, miasto już nie mogło bardziej się rozrastać. Było otoczone pionowymi klifami. 20 lat temu na wszystkich wzgórzach dookoła stała artyleria. Miasto miało być zrównane z ziemią. Mieszkańcy nie mieli dokąd uciekać. Rzeka pilnowana z obu stron, a wzgórza pionowe. Egzekucja. Po kilku minutach jestem już w dole. Wsiadam do tramwaju, który w Polsce byłby już okrzyknięty zabytkowym i używany tylko od święta. tutaj jest zwykłym pojazdem, jednym z nowszych. Wśród pasażerów nie widzę żadnego uśmiechu. Wszyscy smutni, pamiętający to, co tu się działo. Na końcu wagonu, pod oknem chłopak całuje dziewczynę. Rozglądam się dookoła. Wszędzie jeszcze podziurawione mury, ślady kul. Wysokie pustostany grożące zawaleniem. Wysiadam i wchodzę do najstarszego budynku, do hali targowej. Dziś są tutaj tylko stoiska z pamiątkami. Jakie mogą być tutaj pamiątki? Pseudo pozostałości po żołnierzach(hełmy, naboje, miski…), mapy oblężenia, zapalniczki w kształcie naboi i zabawkowi żołnierze. Po wyjściu z targowiska kieruję się w stronę legendarnej studni. Siedzą tu obok siebie muzułmanie, katolicy i prawosławni, czarni, biali i mulaci… Jedyne „normalne” miejsce, gdzie można zapomnieć, gdzie się jest. Wyciągam z plecaka zawiniętą baklawę i wysmarowuję się cały miodem z bakaliami, obmywam ręce studni. Odwiedzam meczet, synagogę i wpadam niemalże pod koła 30 letniego Mercedesa. Tu nie ma innych samochodów. Na podwórku chłopcy kopią piłką w bramkę wyznaczoną dziurami po karabinie. Potem znowu wracam na wzgórze. Patrzę i płaczę. Mało który widok mnie tak wzrusza.

Prawie zwyciężyłem

Rozpocząłem kurs na prawo jazdy. Najbardziej obawiałem się badania lekarskiego, bo ślepi muszą częściej chodzić na badanie po otrzymaniu prawa jazdy. Chciałem kantować. Ubrałem soczewkę na słabsze oko przed wyjściem z domu. Niestety niewiele to zmieniło. W czasie spotkania organizacyjnego czułem, że widzę coraz słabiej. Lekarz zbadał i powiedział, że moja wada wzorku jest na granicy widzącego i muszącego jeździć w okularach. Ale ponieważ jestem młody i wzrok będzie się jeszcze pogarszał dostanę prawko tylko na 5 lat, potem kolejne badanie. No cóż. Inaczej się nie dało. Chyba za wcześnie zapisałem się na prawo jazdy. Teorię zrobimy w 3-4 tygodnie, potem wyjeździć 30h. Chyba skończę sporo wcześniej przed 18 urodzinami. Będę musiał czekać na egzamin.

Skoro A. wciąż o mnie myśli, warto by sprawdzić, co sobie myśli. Pisała, że się zmieniła. Podszedłem do niej na przerwie i zapytałem, czy moglibyśmy się poznać na nowo. Odmówiła i uciekła nie pozostawiając czasu na odpowiedź. Chyba nie myślała o mnie zbyt dobrze. Zapominam o niej, już pozwala mi spać.

Dostałem 4 ze sprawdzianu z matmy. Moja pierwsza od pół roku ocena z matmy lepsza od 2. Cieszę się i wstydzę. Jestem na matfizie i robię takie ładne rekordy. Trzeba brać się do życia.

Najgorsze wydarzyło się przed momentem. Bóg mi pomagał, ćwiczyłem silną wolę, pokus było coraz mniej, byłem coraz szczęśliwszy… Nie pomodliłem się+cały dzień samotnie=upadek. Po 40 dniach bez masturbacji upadłem. Pójdę jutro do spowiedzi.

Serce mi waliło

Była sobota. Wybierałem się na mecz siatki. Nasze miasteczko gra w wysokiej lidze, zwycięstwo reprezentacji też mnie zachęciło. Nie miałem z kim iść. Zapytałem się koleżanki na fb, o której tam będzie. Po krótkiej chwili słyszę dźwięk messangera, wyciągam telefon z kieszeni…
Jak mi serce zaczęło walić, myślałem, że zejdę na zawał, ba!, byłem tego pewien. Nowa wiadomość od A. Napisała, że nie chce, żebym myślał, że jest chamska, że wszystko się zmieniło i ona też się zmieniła i że przeprasza i tyle. Dwa miesiące temu napisała, że wszystko było „kiedyś”. Ciągle o mnie myśli. Ale ja nie wiem, co o tym myśleć. Cieszyć się, że pamięta, czy płakać, że w ten sposób. Czasem jeszcze mi się śni, piękna.
Każdy ma tak, że gdy czyta dialogi, to słyszy głosy swoich znajomych, w zależności od postaci. Czytaliśmy na polskim cierpienia Wertera. Gdy były opisy Lotty miałem przed oczami A, gdy Lotta coś mówiła, słyszałem A. Stęskniłem się za nią. A kiedyś, gdy była blisko, olałem. Absurd.

Upokorzenie

Wczoraj byłem na karate. Mała sekcja w wiosce. Jako jedyny jeździłem „do miasta” na walki, więc walczę najlepiej w sekcji. Oprócz tego jestem też najstarszy i największy. Lubię tu walczyć z kolegami, mogę przećwiczyć nowe ciosy, mogę walczyć na luzie. Ale… No właśnie, zawsze jest jakieś ale. Dawno nie biegałem, nie ćwiczyłem. Do tego dochodzi jeszcze ból stopy. Wczoraj źle mi się walczyło. I to nawet nie chodzi o to, że mnie zbili. Nie dałbym się. Martwiła mnie moja postawa. Ponad połowa moich ciosów, kopnięć została zablokowana. Jestem wolny, jak ślimak. No owszem z każdym sobie poradziłem. Jako jedyny tutaj dobrze radzę sobie w krótkim dystansie i w kiwkach. Ale jestem wolny, WOLNY! Wczoraj nic poza tymi rzeczami mi nie wychodziło. Jeszcze mnie pachwina zaczęła boleć. Rzadko się rozciągam. Nie jestem z siebie zadowolony.

Koledzy z klasy chodzą na siłownię. Nie długo, w dodatku rzadko trenują, ale efekty powoli zaczynają być widoczne. Mój przyjaciel zapytał, czy mu sprzedam hantelki, bo ma zamiar ćwiczyć i chodzić na siłownię i w ogóle… Moja męska duma została zraniona. Wszyscy ćwiczą, a ja nie. Żałuję, że dopiero takie rzeczy na mnie wpływają. Nie mogę być gorszy. Będę ćwiczył, będę się rozciągał, stopę smarował kremami, które dawno, dawno temu przepisał lekarz. Mam nadzieję, że to wszystko przyniesie w końcu rezultaty.