Szpieg

Uwielbiam się skradać :) Ludzie tak dziwnie się patrzą, gdy chodzi się głośno, ale gdy po cichu… Orientują się w ostatniej chwili, że jesteś obok. Idę spać, po cichu; biegam, po cichu; jestem cicho, po cichu… Gdy byłem w sklepie, ekspedientka stała tuz obok kasy, tyłem do mnie. Musiałem powiedzieć „dzień dobry!”, żeby się zorientowała, jak blisko jestem. Wszedłem do salonu fryzjerskiego, niezauważony, znowu przestraszyłem :) Gdy biegając wymijam ludzi orientują się, że się zbliżam dopiero, gdy ich wyminę. Po prostu lubię być cicho. Taka dziwna mania :P

Dorastanie

W czasie jednej z lekcji naszła mnie refleksja. Wszyscy wokoło stali się tacy dorośli. Po chłopakach widać już zalążki sylwetki V, dziewczyny zaczynają się zaokrąglać tu i ówdzie. Siedząc w ławce wciąż mam mentalność dziecka, od 11 lat wciąż siedzę w ten sam sposób i wciąż ktoś „stary” produkuje się pod tablicą. I dzieci dookoła zamieniły się w dorosłych. Zmienia się wygląd, tematy rozmów… rzeczywistość. Mówią do nas „pan”, „pani”; pojawia się alkohol. Nie wiem, czemu zauważyłem to właśnie teraz. Może dlatego, że sam „dorastam”. Późno, bo późno, ale dorastam. W lustrze dostrzegam, rozrost ramion, mięśni…

Minął miesiąc odkąd dałem zdjęcie swojej sylwetki. Zapowiadałem zmiany. Niestety w tej materii niewiele się udało. Brak czasu, chęci, snu, kontuzje. Lista wymówek jest spora. Żałuję. Chcę to zmienić.

Martwi mnie, że w ciągu ostatnich 6 dni 2 razy miałem polucje. Dużo. Pocieszam się, że to może być efekt „odstawienia”. 22 dzień bez masturbacji. Jestem szczęśliwszy z każdym dniem :)

Z jaką regularnością daję tu wisy :) Dokładnie raz w tygodniu. Chciałbym częściej, ale brakuje weny. Od miesiąca nie napisałem ani jednego wiersza. Wbrew pozorom to dobrze. Do poezji uciekałem w smutku. Teraz po prostu się nie smucę :)

Staję się mężczyzną!

Odzyskałem komputer. Wracam. To był piękny czas. Nareszcie miałem czas. Chcę tego nie zmieniać. Będę używał komputera do absolutnego minimum. Żyję prawdziwym życiem, nie wirtualnym. Takie geny, od wszystkiego łatwo mi się uzależnić. Będzie ciężko, ale wiem, że dam radę.

Zamykam się w pokoju, słuchawki na uszy i odpływam. Słucham rekolekcjonistów, zmieniam się. Odkryłem, dlaczego koleżanki tak chętnie spędzały ze mną czas. Wstyd mi teraz. Byłem dokładnie taki, jak one. Wrażliwy, delikatny, czuły… To pozytywne cechy, ale ja nie miałem żadnych innych. Byłem dziewczyną. Wraz z męskim wyglądem nie zmieniała się mentalność.Wczoraj po odsłuchaniu kolejnego fragmentu rekolekcji miałem łzy w oczach. Dlatego, że nie jestem mężczyzną, dlatego, że boję się ojca i matki, dlatego, że boję się niektórych „kolegów”… Płakałem. Muszę wrócić do formy, w jakiej stworzył mnie Bóg, do męskości. Do siły :)

Zacząłem inaczej patrzeć na kobietę. To nie są chodzące cycki, nie są ładne. Kobieta jest piękna taka, jaka jest. Piękna jest jej kobiecość. To, że wszystko robi z gracją, że nie wie, czemu płacze, że pielęgnuje problemy, że jest czuła i dobra. Wszystko to czyni ją piękną. I nawet tona makijażu tego nie uczyni. Piękno, kobiecość rodzi się w sercu. Zacząłem z obrzydzeniem patrzeć na porno. Traktowanie kobiety, jak przedmiotu, zwierzęcia jest obleśne. Nie mam pokus. Jestem mężczyzną i nie potrzebuję porno. Jestem silny. Nie muszę szukać ani towarzystwa, ani pocieszenia w nieczystości. To przezwyciężanie czyni mnie jeszcze silniejszym. Im większa wojna, tym wspanialsze zwycięstwo.

Zbliżają się moje 18 urodziny. Zaczynam się przygotowywać do poważnych rozmów. Chcę z ojcem i matką podsumować swoje życie. Podziękować im za opiekę, pokazywanie wzorców, wsparcie, za to, że niczego mi nie brakowało. Było dużo łez, cierpienia. Nie było idealnie. Ale to przezwyciężam. To mnie hartuje. Staję się dorosłym człowiekiem, silnym mężczyzną. Wielka w tym zasługa moich rodziców. Boję się, jak im to powiedzieć. Na pewno pojedynczo. Chwila skupienia, ciszy i rozmowa. Tak, żeby mój kontakt z nimi, to nie było tylko pytanie „o której wracasz?”, „kawa, czy herbata?”. Za wszystko co robię oceniają mnie, jak dorosłego. Nie wszystko potrafię jeszcze tak zrobić. Chcę tymi rozmowami zmienić mentalność z dziecka na dorosłego. Coś na wzór inicjacji. To będzie coś wielkiego.

Wciąż jestem niezwykle szczęśliwy. Znajduję odpowiedzi na wszystkie dręczące mnie pytania. Przestaję się bać, wiem, że Jezus jest ze mną. Odmawiam różaniec, całuję krzyż z bierzmowania, symbol dojrzałości duchowej. Nie zaczynam się cały trząść, gdy mam z kimś porozmawiać, coś załatwić. Jestem mężczyzną. Zaczynam swoją postawą wzbudzać respekt u młodszych. Nie daję się poniżać. Mam swoje zdanie. Jestem odważny(nareszcie!). Jak mi zawsze odbierało głos, gdy ktoś obcy się do mnie odzywał. To się zmieniło :)

Jeśli Bóg jest na pierwszym miejscu, to wszystko jest na swoim miejscu. Staję się lepszym człowiekiem, ale wciąż jestem daleko od Boga. Brakuje mi go. Na początku roku szkolnego chciałem być wielki, WIELKI. Wykuć wszystko do szkoły na pamięć, pół roku do przodu, mieć czas na majsterkowanie, języki… Zachorowałem. Zapomniałem w tych planach o Bogu. Zastanawiam się, czy on nie zesłał tej choroby. Na szczęście już wyzdrowiałem. Nie muszę nikomu niczego udowadniać. Jestem sobą i staram się panować nad sobą. Mieć miejsce i dla Boga i dla szkoły. Harmonia… Słucham rekolekcji o tym, jak żyć, zmieniam się… a Boga wciąż nie ma. Teraz będę go szukał. Zmienię tematy rekolekcji. Wybieram się przez ferie na rekolekcje ignacjańskie. Tydzień ciszy. Tylko Ty i Bóg. Możliwość spojrzenia w głąb własnego życia. Ocenienia już teraz, co jest w nim dobre, co złe. Odkrycie celu swojego życia, swojego powołania. To musi być naprawdę niezwykłe doświadczenie. Już teraz nie mogę się doczekać. Wierzę, że to może zmienić moje życie.

17 dzień szczęścia. Raz miałem polucje, ale cóż. To nie moja wina. Czuję się świetnie. Z każdym zwycięskim dniem jestem silniejszy. Nie potrafię sobie wyobrazić, jak mogłem przez tyle czasu żyć w grzechu. Upadałem, byłem słaby. Teraz rodzę się z kokonu w pięknego człowieka…

Wyścigi!!!

Udało się :) Nie będę musiał dojeżdżać godzinami na angielski. Rodzice porzucili ten pomysł. Będę mógł poświęcić ten czas na efektywną naukę w domu. Żałuję tylko, że trzeba było 3 dni skakać sobie do gardeł.

Jutro będzie oddawał sprawdziany z matmy. Wytłumaczę mu tę jedynkę chorobą i nauczę się wszystkiego na poprawę. Będzie dobrze :)

Wczoraj wstałem bardzo wcześnie. Zjadłem śniadanie i wsiadłem razem z ojcem do samochodu. Pół godziny jazdy dziurami przenikane było gładkimi obwodnicami mijanych miasteczek. Ruchu nie było w ogóle. Droga upływała szybko. Potem wjechaliśmy na śliczną drogę ekspresową, a jeszcze chwilkę potem na A4. Przejechaliśmy przez Katowice. Wzdłuż drogi tylko wieżowce i centra handlowe. Zamknięci w tunelu ścian nieprzepuszczających szumu samochodów oświetlonym latarniami. Polska autostrada to wciąż pojęcie absurdalne, ale byłem dumny z tego co widzę. Mój kraj naprawdę staje się piękny. Potem powoli czołgaliśmy się krętymi uliczkami przez czeskie, cygański miasteczka.
W końcu osiągnęliśmy cel naszej wyprawy. Branna. Uroczo położona wieś z zamkiem zostaje zamknięta na jeden weekend roku. Wtedy właśnie królują tam motocykle. Ale nie takie zwykłe, okute tanim plastykiem. Tam jest coś znacznie bardziej dostojnego. Wyścigi motocykli zabytkowych. Kilkudziesięcioletnie maszyny z jeźdźcami w podobnym wieku wieku walczą na torze, jak za dawnych lat. Pomruk z potężnych jednocylindrowców wprawia widownię w ekstazę. Te same pojazdy, na które książęta brytyjscy zamienili konie, którymi podjeżdżali po księżniczki w długich sukniach. Właśnie z tych maszyn stare dziadki wyciągają ile fabryka dała. Rzucając się całym ciałem w prawo i w lewo na zakrętach, nie puszczając ani na moment manetki gazu. Ryk silników, błękitna chmura za nimi. Wszechobecna euforia. Chwilę potem coś poniża te dumne dostojeństwa. Na trasę ruszają mokiki o pojemności 50ccm. Precyzyjne spawane tłumiki, zawrotne prędkości wałów w tych dwusuwach sprawiają wrażenie kosmitów. Jakby ktoś wpuścił hołotę na tor. Brzęczy niemiłosiernie, jak stado komarów. W pełni okute w żywiczne owiewki za którymi kulą się kierowcy. Stworzone przez geniuszu techniki. Potężne osiągi z malutkich motocykli. Gdy już zaczyna pękać głowa na trasie pojawiają się motocykle o większych pojemnościach. Kilka pojazdów japońskich, kilka Jaw. Hamulce tarczowe, twarde zawieszenie i zawrotne prędkości. Wszystko to, co tygryski lubią najbardziej. Tu miejsce pasjonatów coraz częściej zastępują emerytowani kierowcy wyścigowi. Widać to nie tylko po technice, ale również po zaangażowaniu w połykaniu kolejnych zakrętów. Później na trasie pojawiają się sidecary, motocykle z wózkami bocznymi. Wierzcie mi, naprawdę trudno nazwać to wózkiem bocznym, ba, nawet motocyklem. Trójkołowy pojazd o wysokości nie przekraczającej 20cm, składający się z części napędowej z leżącym na niej kierowcą i akrobatą skaczącym na podłodze pomiędzy trzecim kołem, a kierowcą. Dlaczego napisałem akrobaci? Z szacunku dla pracy, którą wykonują. Tutaj kreślenie pasażer nie pasuje. Rzucają się z lewa na prawo tak, by nie przewrócić pojazdu. Kładą się na asfalcie, kładą na kierowcy i trzymają krótkiej belki, jak życia. Walczą całym sobą, wszystkimi siłami, o to, żeby nie przewrócić pojazdu. A kierowca obok po garach, redukcja i hamulec, to wszystko. Akrobata obok wykonuje w tym czasie niezwykłą, artystyczną ewolucję. Wyścigi trwają cały dzień. Motocykle dzielone są na kategorie w zależności od rocznika i pojemności skokowej. Startuje kilku polaków. Wszystkim machamy Polską flagą z całych sił(jako jedynie na wyścigach mamy flagę). Machają nam w czasie wyścigu, a tuż po jego zakończeniu, gdy już zdejmą kaski, kłaniają się. Jesteśmy kibicami! Teraz jeszcze tylko kilka godzin w samochodzie ;)

Miałem ostatnio kryzys tożsamości. Naprawdę! Nie wiedziałem, kim jestem i co tu robię. Ciągle miałem mętlik w głowie i nie potrafiłem nic robić. Nie mogłem zasnąć w nocy, nie potrafiłem szybko się okąpać. Ciągle myślałem. Ale w końcu trafiłem na dobrą książkę, na nagrania z różnych rekolekcji. Zacząłem znajdować odpowiedzi. To jest wspaniały stan, kiedy więcej pojawia się odpowiedzi niż pytań. Wszystko w mojej głowie zaczyna się układać. Widzę sens. Jest wspaniale.

Ćwiczę swoją osobowość, rozmawiam z Bogiem… Wszystko jest cudowne. Jestem szczęśliwy. Od lat nie doświadczyłem takiego stanu. Wszystko się układa, wszystko jest takie proste. Dzisiaj w szkole dzieliłem się swoją radością z każdym, kogo spotkałem. Od razu dobry humor przychodził do ludzi. Później pojawiała się spirala szczęścia, wspólnie byliśmy coraz szczęśliwsi. Byłem dla każdego życzliwy, zachęcałem, motywowałem, podpowiadałem…  Jestem bardzo szczęśliwy.

11 dzień szczęścia. Pokusy są coraz rzadsze. Żyję z czystym sercem i czystym sumieniem. Chyba zaczynam rozumieć, co to znaczy kochać. Kocham ludzi i pragnę miłości. Zacząłem się brzydzić pornografią. Zrozumiałem, że kobieta jest piękna nie przez to, jak wygląda, nie wtedy, kiedy daje się poniżać, nie wtedy, kiedy jest przedmiotem do zaspokojenia. Kobieta jest piękna taka, jaka jest. Piękne jest wszystko to, co kobieta robi, wszystko robi z gracją, robi to pięknie. Kobiecość jest piękna.

branna1 branna2

A życie płynie…

Dawno tu nie pisałem :) Komputer trochę się skićkał. Oddałem koledze, żeby przeinstalował windowsa i powiedziałem, żeby się nie spieszył. Potraktował dosłownie. Zauważałem u siebie pierwsze objawy uzależnienia od komputera(takie geny, od wszystkiego łatwo się uzależniam). Rodzice ciągle nawijają, że nie potrafię żyć bez komputera. Chociaż tak mogę im pokazać, że potrafię. Teraz tylko na chwilkę, wziąłem matce laptopa :)

Po drugie nie wiedziałem, o czym pisać. Poznałem kilka osób czytających mojego bloga.To źle, jak się okazało. Gdy czyta to osoba, którą znam trudniej mi o szczerość. Blog miał mnie oczyszczać, miałem tu pisać zupełnie wszystko. Gdy czytelnicy mnie znają, ograniczam się tylko do superlatyw. Ale co tam, znów będę pisał, jak dawniej.

W międzyczasie działo się całkiem sporo. Obietnice, że będę wspaniały, tak… obietnice. Szło dobrze, naprawdę dobrze. Potem się rozchorowałem. Trudno być dowciapnym i wiecznie uśmiechniętym, gdy z nosa się leje, gdy głowa pęka. Trudno być pewnym siebie, gdy się pocę. Trudno… Po prostu nie wyszło. Ale to nie jest najgorsze. Miałem się uczyć. I chciałem. Były chęci, był zapał, był czas. Wszystko było, co potrzebne do nauki. Ale to przeziębienie zupełnie mnie rozłożyło. Chciałem się przez weekend pouczyć na dzisiejszy sprawdzian z matmy. Materiału sporo. Chwilę w sobotę popracowałem koło domu, a potem na resztę weekendu do łóżka. Każda próba podniesienia się kończyła się potwornym bólem głowy. Jeszcze nigdy tak ciężko nie przechodziłem zwykłego przeziębienia. Chciałem się pouczyć w poniedziałek. Ledwie zrobiłem zadanie i ból głowy. We wtorek. Szybko zrobiłem zadanie, już sięgam po matmę i nagle potężny ból głowy :( Dopiero wczoraj się uczyłem. Solidnie przez całe po południe. Ale to za mało. Źle mi dzisiaj poszło i dostanę 1.

Nie byłoby to takie złe. Mogę być czasem nie przygotowany, od tego jest poprawa. Ale w zeszłym roku roku w ogóle się nie uczyłem, oceny były złe. W czerwcu nauczyciel podciągnął mi do 3, ale powiedział, że teraz będzie miał na mnie oko. I co ja mu powiem, gdy będzie mi dawał ten sprawdzian z 1. Zje mnie wzrokiem i swoimi docinkami. Już nie będzie nigdy podciągał oceny. Tego właśnie się boję. Zawsze mnie lubił, a ja go rozczaruję. Już nie będzie dla mnie taki miły. A ja naprawdę chciałem się nauczyć na ten sprawdzian.

Myślę czasem o A. Odkąd chodzimy do tej samej szkoły, nareszcie przestała mi się śnić. Dziwi mnie, że wciąż przede mną ucieka i się odwraca. Może być obrażona, że się z nią nie kontaktowałem, ma do tego prawo, ale po co tak utrudnia sobie życie. Staram się nie zwracać na nią uwagi. Żałuję tego, że do niej nie pisałem na chatach. Już chyba nie będziemy mieli „normalnych” kontaktów. Mówicie, żeby podejść? Pisała przecież, że to było „kiedyś”.

Otchłań internetu czasem mnie przeraża. Trafiłem przez przypadek na książkę o uwodzeniu. Serio, przez przypadek. Uwodzenie, uwodzeniem, ale jest tam masę wskazówek, jak być lepszym. Bardziej towarzyskim, pewnym, godnym zaufania. Wciągnąłem się, choć nigdy nie myślałem, że sięgnę do takiej książki.

Rodzice wysyłają mnie do szkoły językowej. Nie chce mi się dużo o tym pisać. Po prostu mnie denerwują. Byłoby to tak uciążliwe, tak bez sensu i tak drogie… Mam 6h tygodniowo poświęcać na dojazdy. I naprawdę nie widzą, że już teraz ledwo ze szkołą nadążam. Nie mówiąc już, ile szkoła, dojazdy i obiady w szkole kosztują. Chcę umieć angielski, ale jestem pewien, że więcej nauczę się w domu.

Na szczęście są też pozytywy. Mamy nowego księdza wikariusza w parafii. Byłem u niego do spowiedzi. Jest dobry. Już tydzień szczęścia :)

Szok

Wychodzę z klasy po kolejnej lekcji i widzę przed sobą kogoś znajomego. Jakby obawiając się mnie przyspieszyła i wkrótce zniknęła mi ze wzroku. Parę metrów dalej zobaczyłem ją rozmawiającą z koleżankami. Tak, to była A. Pewnie przyszłą do mojej szkoły(swojej byłej) coś załatwić. Na następnej przerwie zobaczyłem ją ponownie. Trochę dziwne, czemu nie poszła dzisiaj do swojej szkoły. Rozmawiałem ze znajomymi z innych klas i między wierszami wyszło, że zapisała się do mojej szkoły. Pierwszy dzień spotkań średnio udany. Albo przede mną uciekała(choć nic od niej nie chciałem), albo udawaliśmy, że się nie znamy. Była taka śliczna :) Śliczniejsza nawet, niż na naszej randce. Co robić, co robić…? Nie wiem, co robić. Spróbuję być najświetniejszy, jaki potrafię. Będę żartował z kolegami, zdobywał świetne oceny, ćwiczył mięśnie, będę po prostu cudowny. Niech żałuje, że się obraziła(niestety słusznie).

Cały semestr czuliśmy coś do siebie, byliśmy na spacerze, jednym. I co z tego, że mało. Koledzy mówią, żebym sobie dał spokój; stała czytelniczka mojego bloga(istnieją i tacy) myślała, że to tylko zauroczenie. Może miała rację. Zobaczymy, jak życie obok siebie będzie się układać. Trochę się denerwuję.

Obiecałem dobrze się uczyć, tak? Nie wyszło. Wczoraj byłem strasznie słaby i zadanie zrobiłem „na odpieprz”. Bałem się dzisiaj matematyki. Nie chcę się bać chodzić do szkoły. Mam nadzieję, że to się nie powtórzy. Na szczęście matma była w miarę „luźna”. 1 dzień szczęścia ;)

Skrzypiące buty

Tak, tak… nowe życie. Chciałem być lepszy, a wyszło, jak zwykle. Ale i tak jest postęp. Postanowiłem spakować się wieczorem, nie rano. Brakowało zeszytów. No problem. Poszedłem do sklepu, kupiłem, spakowałem. A co z butami po szkole?! Znalazłem na strychu stare skórzane halówki. Stare, ale nie używane. Jak byłem mały kupili mi je rodzice, w domu okazało się, że są za małe. Długo rodziców o nie prosiłem, dlatego nie mogłem powiedzieć, że za duże. Dobrze je schowałem, po czym wysępiłem 20zł i kupiłem zwykłe tenisówki. Przez kilka lat wymieniałem tenisówki 3 razy w roku, takie zużycie. I w końcu wczoraj zdejmuję te „stare” buty, przymierzam… pasują, jak ulał. Niby wszystko ok, gdyby nie to potworne skrzypienie. Co robić?! Matka doradziła pochodzić w nich. Dobra, zdjąłem i zacząłem wiercić nimi w rękach. Po 20 minutach nie miałem sił, a zabiegi nie przyniosły pożądanych rezultatów.  Spytałem wujka google. Podobno zdarza się to nawet w najkach za 1000zł. Nie ma skutku, bez przyczyny. Coś musi o coś ocierać. Dokładnie obejrzałem buty i znalazłem. Język ocierał o wnętrze. Dalej pisało, że trzeba naoliwić. Ludzie wszystkim oliwili. Wziąłem trochę oleju kujawskiego, pędzelek i posmarowałem. Zero skrzypienia przy języku, hurra. Niestety olej po 2 minutach zniknął. Trzeba było spróbować z czym lepszym. WD40. Spsikałem, pędzelek i działa. Szczęśliwy zasznurowałem buty, ubieram… skrzypią. Tym razem nie język, ale przy pięcie. Wewnętrzna strona tyłu buta też pokryta skórą. Skarpetka ociera i skrzypi. Zalałem całą piętę wd40 i? Skarpetka wypiła smar, a but nadal skrzypi. Obkleiłem tył taśmą, ubrałem go… cisza, nareszcie cisza.

Buty się sprawdziły. Zupełnie ciche, mega wygodne. Przetrwały wf bez żadnych uszczerbków. Choć ten wf nie był fajny. Było zastępstwo. Dostaliśmy piłkę i „grajcie sobie chłopcy”. Całe nogi poobijane. Ale co tam, zaraz idę biegać. Dzisiaj najdłuższy dystans od zmiany życia. Mam nadzieję, że się uda. Budzik miałem dzisiaj na 5, żeby pobiegać przed szkołą(na 7). Obudziłem się, spojrzałem na okno… nie, nie biegam. To był zły pomysł. Będę biegał tak, jak dziś, to znaczy po szkole. Lekcje spoko. Jak się nie masturbuję, to mam dużo siły. Na wszystkich lekcjach byłem skoncentrowany, zgłaszałem się. To zupełnie do mnie nie podobne, szaleństwo. Bieganie po lesie jest naprawdę niezwykłe. Miłego dnia :)

Zasłyszane w busie

-A jak czuje się Ania?
-Zdrowa dziękuję. Asia zaczyna teraz szkołę?
-Nie, ona już w trzeciej klasie… Ale ładną mamy dzisiaj pogodę.
-A no, tak. Dziękuję. Dzieci tak szybko rosną…
-No, Bartuś już 6kg waży.
-Jaki Bartuś?
-No ten od Anielki co z tym Markiem i jej córka…
-Nie wiem której, ale ten Bartuś to chyba na studia za miesiąc pójdzie?
-Tak, tak… Martusia dobrze maturę napisała.
-I mówili, że od środy już nie będzie padać.

***

-Andrzej po nas nie przyjedzie?
-Nie przyjedzie, kuwa. Co Ci się stanie, jak raz busem pojedziesz!!!
-Ja tylk…
-Po kiego chja to zdejmujesz. Zimno jest, ja nie bede tego targał!!!
-Ludzi patrzą…
-Walą mnie te cpy. Niech się kuwa gapią!!!

***

-No kuwa, co za chj!!! Jak on jeździ. Prawie do niego webałem. Kto takiemu dał prawko?!

***

Pierwszy dzień i już mam dość. Naprawię jak najszybciej rower, by się nie musieć już więcej denerwować ;)