Gdybym mówił językami ludzi i aniołów, a Lennego bym nie miał…

Pokazał mi to katecheta przygotowujący do bierzmowania. W różnych fragmentach w miejsce jednego słowa podstawiamy swoje imię. Można później inaczej spojrzeć na całość. Nie będę dzielił się swoim komentarzem, bo każdy może zinterpretować to inaczej.

Pierwszy fragment to „Hymn o miłości”(1 Kor 13)Tutaj podstawiamy swoje imię zamiast słowa „miłość”:
Gdybym mówił językami ludzi i aniołów,
a miłości bym nie miał,
stałbym się jak miedź brzęcząca
albo cymbał brzmiący.
2 Gdybym też miał dar prorokowania
i znał wszystkie tajemnice,
i posiadał wszelką wiedzę,
i wszelką [możliwą] wiarę, tak iżbym góry przenosił.
a miłości bym nie miał,
byłbym niczym.
3 I gdybym rozdał na jałmużnę całą majętność moją,
a ciało wystawił na spalenie,
lecz miłości bym nie miał,
nic bym nie zyskał.
4 Miłość cierpliwa jest,
łaskawa jest.
Miłość nie zazdrości,
nie szuka poklasku,
nie unosi się pychą;
5 nie dopuszcza się bezwstydu,
nie szuka swego,
nie unosi się gniewem,
nie pamięta złego;
6 nie cieszy się z niesprawiedliwości,
lecz współweseli się z prawdą.
7 Wszystko znosi,
wszystkiemu wierzy,
we wszystkim pokłada nadzieję,
wszystko przetrzyma.
8 Miłość nigdy nie ustaje,
[nie jest] jak proroctwa, które się skończą,
albo jak dar języków, który zniknie,
lub jak wiedza, której zabraknie.
9 Po części bowiem tylko poznajemy,
po części prorokujemy.
10 Gdy zaś przyjdzie to, co jest doskonałe,
zniknie to, co jest tylko częściowe.
11 Gdy byłem dzieckiem,
mówiłem jak dziecko,
czułem jak dziecko,
myślałem jak dziecko.
Kiedy zaś stałem się mężem,
wyzbyłem się tego, co dziecięce.
12 Teraz widzimy jakby w zwierciadle, niejasno;
wtedy zaś [zobaczymy] twarzą w twarz:
Teraz poznaję po części,
wtedy zaś poznam tak, jak i zostałem poznany.
13 Tak więc trwają wiara, nadzieja, miłość – te trzy:
z nich zaś największa jest miłość.

Kolejnym fragment pochodzi z „Ewangelii wg. Piłata” Erica Schmitta
Tutaj swoje imię zamiast „Salome”:
Salome wracała do pałacu, wielkiego, ciemnego pałacu pod księżycem. Salome wracała z
cmentarza, gdzie opłakiwała śmierć Rabbiego. Salome była smutna, wieczór był zimny, a ziemia
czarna. Początkowo Salome nie zauważyła mężczyzny, stojącego w przedsionku. Ale głos ją
zatrzymał: „Kogo opłakujesz, Salome?” Mężczyzna był wysoki i szczupły, z kapturem cienia na
głowie. Salome nie odpowiada nieznajomym. Jednak głos nie pozwalał przejść Salome.
„Opłakujesz Jeszuę, wiem, ale nie masz racji”. „Dlaczego się wtrącasz? Opłakuję, kogo chcę!”
Mężczyzna podszedł bliżej, i Salome poczuła się bardzo poruszona. „Nie opłakuj już dłużej
Jeszui. Wczoraj skonał, lecz dzisiaj zmartwychwstał”. Mężczyzna stał całkiem blisko, ze
zwieszonymi dużymi dłońmi. Jego głos coś przypominał, jego oczy także. Lecz półmrok panujący
w wysokim i ciemnym pałacu zakrył oczy Salome. „Kim jesteś?” Wtedy odrzucił kaptur i Salome
go rozpoznała. Padła na kolana. „Salome,
wstań. To ciebie wybrałem jako pierwszą. Wiele grzechów popełniłaś, Salome, ale ja cię kocham
i przebaczyłem ci. Idź, zanieś Dobrą Nowinę wszystkim. Idź!” Lecz Salome płakała tak bardzo,
że nie była w stanie się ruszyć, a gdy osuszyła łzy, jego już przy niej nie było. Otrzymała jednak
Dobrą Nowinę: Jeszua ją kocha. Powrócił ze świata zmarłych. A Salome opowiada i wciąż będzie
głosić Dobrą Nowinę wszystkim ludziom.

Niezwykłe doświadczenie, co?

Dodaj komentarz

Wymagane pola są oznaczone *.