„Kochana” pani M.

Traktuję blog troszkę terapeutycznie, jako miejsce, gdzie mogę wszystko z siebie wyrzucić. Strasznie ciężko mi ostatnio z mamą. Wiadomo, każdy widzi to, co chce widzieć. Moim zdaniem, wszystkie nasze sprzeczki to jej wina. To tak strasznie wkurza, już się do siebie normalnie nie odzywamy, ciągle wojna. Wracam ze szkoły i wiem, że będzie nie przyjemnie. Po co w ogóle do domu wracać. Niekończący się wrzask. Przecież się staram…

Moje pierwsze wspomnienia z mamą są świetne. Często broniła mnie, gdy tata brał się za klapsy. Nie zawsze wierzyła w oszczerstwa siostrzyczki. Jej ramiona zawsze na mnie czekały, żeby się w nie otulić. Przy surowym ojcu, mam była dla mnie jedyną ostoją spokoju. Zwykle to tylko z nią się dogadywałem. Naprawdę ją kochałem. Jak to się mówi, była pierwszą kobietą, która widziała mnie nago :)

Później zaczęło dziać się coś złego. Mama zaczęła wierzyć w kłamstwa siostrzyczki. Starsze z długimi włosami wykorzystuje to. Wymyśla na mnie takie rzeczy, jak np. że rzuciłem się na nią z nożem. Nie tylko o mnie tak ciekawie opowiada, również o sąsiadach. Mówi, kto z kim się hajtnął, po czym rodzice np. gratulują ślubu, „ale jakiego ślubu?” Tyle razy przyłapali ją w ten sposób na kłamstwie, a wciąż wierzą jej bardziej, niż mi. Dotyczy to głównie mamy, która stała się bardzo łatwowierna w stosunku do siostry. Tata miał to po prostu w dupie. Dlatego każdy spór wygrywała siostrzyczka. Tata słyszy głosy – olewa, mam przychodzi i nawet mnie nie pyta, tylko kupuje historyjki od siostry.

Ostatnio jest jednak jeszcze gorzej. Mama jest nauczycielką. Zwykle wraca do domu zdenerwowana. Zawsze sobie z tym radziliśmy. Pomagaliśmy(ja pomagałem) wnieść zakupy, odłożyć torebkę, wszyscy przychodziliśmy się przywitać… Teraz gdy przychodzi z pracy, w domu jestem tylko ja. Nie ufa mi, nie okazuje już w ogóle czułości, więc w chwili powrotu do domu nie może być inaczej. „Co robisz w domu tak wcześnie?!!!!! Czemu obiad jeszcze nie zaczęty?!!!!!” No przecież spodziewając się jej powrotu, robię co mogę. Wypytuję, jak w szkole, podaję obiad. Ciągle to pieprzone darcie się. „Jaki miałam ciężki dzień…” A może zapytasz, jaki był mój do cholery! O cokolwiek mnie pyta, zawsze zapyta też siostrę, to jest szczyt nieufności. Idę z górą książek do komputera(czasem przydaje się w nauce), kończę po dwóch godzinach i co słyszę „Ty sobie grasz, a my tu zapieprzamy!!!” Kiedyś byłem uzależniony od komputera, teraz wchodzę tylko posprawdzać różne rzeczy i czasem do tego bloga. Nienawidzę tych tekstów.

Kiedyś było inaczej, niż to, co napisałem powyżej. Mama naprawdę była ostoją spokoju. Ale odkąd siostrzyczek wykorzystuje ją na każdym kroku, wszystko się zmieniło. Łatwiej kimś manipulować, gdy się mówi to, co ta osoba chce usłyszeć. Mama zaczęła traktować siostrę, jako osobę do zwierzeń. Teraz, kiedy młoda studiuje, rozmawiają codziennie przez telefon. Niby nic w tym dziwnego, ale to jest codziennie 2-3 godziny. Do mnie się słowem nie odezwie, a ojca tylko opieprzy. Siostra zaczęła mówić dokładnie to,co mama pragnie usłyszeć. Siostrzyczek już nie wyraża własnej opinii, powtarza wszystko po mamie. Tworzy się w ten sposób niezwykła spirala słów. Mama tak potrafi się nakręcić w czasie tych rozmów, to jest niezwykłe. Właśnie od tego czasu stałą się taka nerwowa. Nic dziwnego, szaleć na słuchawce przez 2 godziny dziennie. Jej układ nerwowy musi być już zupełnie zjechany.

Sytuacja wydaje się zupełnie prosta w rozwiązaniu. Próbowałem już kilka razy wziąć mamę na rozmowę, ojca, siostrę. Ojciec uważa, że trzeba okazać mamie więcej szacunku, siostra pyta, o co chodzi, przecież to mama chce tak z nią rozmawiać. Mama albo mnie wyśmiewa, albo uważa, że ciągle ja zasmucam. Że wszystko olewam. Nie mam już pomysłów, ani cierpliwości. Codziennie wracając ze szkoły oczekuję już tylko krzyków, lub haseł wymyślanych przez siostrę i wymawianych przez matkę „z czego ta jedynka z polskiego?” „ale jaka jedynka?” „Dobrze wiesz jaka, twoja siostra mi powiedziała” „a ona skąd wie?” „nie ważne”. I co z tego, że żadnej jedynki nie było. Zły synek, więc siostrzyczek może nawrzucać.

I wkurwia mnie i sił mi brak. Chyba trzeba tak żyć. Jedyne co mogę zrobić to się za nią pomodlić i tak też zrobię. Kocham ją, bo jest moją matką i chciałbym, żeby ona też mnie kochała, no albo chociaż zauważała. Może się uda ;)

Trzeba też szukać wesołych rzeczy. Wczoraj mama zabroniła mi jechać na pokazy z karate, zamiast tego pojechaliśmy na pokazy tańca irlandzkiego/szkockiego do Rotundy. Siostra zaczęła tańczyć i mieli pokaz tego, co się nauczyli przez cały ten rok. Nie za bardzo przepadam za tym stepem, ale tylu wariatów w jednym miejscu… :) Wszyscy stepowali z uśmiechem na ustach. Było tak miło. Uśmiech wywołuje uśmiech. Było widać, że to wszystko takie prawdziwe. Większość występowała pierwszy raz, dopingowali się wzajemnie. Podobało mi się.

Dzisiaj już 2 tygodnie szczęścia. Jestem z tego strasznie dumny. Jeszcze trochę i pobiję swój rekord, a wtedy już bliziutko do zwycięstwa. Miałem nadzieję, że w lipcu pierwszy raz od 4 lat pójdę do spowiedzi i nie wspomnę słowem o masturbacji, niestety. Zapomniałem pójść na początku czerwca i przez to będę musiał teraz wspomnieć o majowych upadkach.

Zawsze to cieszy, gdy odkryje się fajny zespół, o którym nikt nie słyszał. Podoba mi się ta melodia. Śliczna wokalistka. Może ja też będę kiedyś dla kogoś tym, kto przynosi kwiaty i kakao ;) Mam nadzieję, że niedługo.

1 Komentarz

  1. Nie przejmuj się tą siostrą. Też tak miałam z młodszym bratem. Kłamał prosto w oczy, często bez powodu. Nie wiem jaki w tym sens, ale rodzice w końcu przestali mu wierzyć i do tej pory kiedy jest jego słowo przeciwko mojemu to wierzą mi. U Ciebie też na pewno to tylko okres przejściowy, więc szkoda nerwów. Trzymaj się :)

Dodaj komentarz

Wymagane pola są oznaczone *.