Wszyscy wokół zakochani

Mamy się spotkać jutro w grupie znajomych. Czemu nie dzisiaj? Koleżanka idzie na pierwszy spacer z nowym chłopakiem. Pół roku temu „straciłem” kolejnego kolegę. Cały poświęcił się dziewczynie. Dziwnie tak. Wszyscy robią coś, czego ja nie doświadczam. Jednego dnia jesteście znajomymi, następnego jest was trzech. Zawsze, gdy słyszę o kolejnej parze czuję się samotny. Mam wrażenie, że czegoś mi brakuje. Wpadam wtedy w smutną muzykę i chodzę ciągle taki przygnębiony. Choć to pewnie moja wina. Przez tę masturbację nie potrafię kochać. Nie nauczę się, dopóki nie przestanę. Nie mogę kochać popełniając tak samolubny czyn. W końcu zwyciężę, jak Bóg pomoże.

W tych smutnych chwilach przypomina mi się A. Gdy zaprosiłem ją na spacer :) Szliśmy rozmawiając, śmiejąc się. Chwyciłem ją za rękę, spojrzeliśmy na siebie… Potem to typowe „zostańmy przyjaciółmi”. Potem tylko rozmowy na fb. A potem już zupełnie nic. Nigdy nie spotkałem nikogo, choć troszeczkę tak wspaniałego. W nocy nie spałem myśląc tylko o niej, na telefonie tylko jej zdjęcia, na matematyce tylko ona przed oczami… Wszystkie te wspomnienia przywołuje we mnie to hasło rzucone „idę z nim/nią na spacer”. Szlag mnie trafia, gdy to słyszę.

Porażka za porażką. Dzisiaj dopiero pierwszy dzień :(

Zawsze było ich niewielu, teraz jestem sam…

W domu na przeciwko mieszka mój przyjaciel. Jest starszy o pół roku. Już od kołyski spędzamy razem czas. Zawsze wszędzie razem. Mam z nim kupę wspomnień. Przez wakacje świetnie spędzaliśmy czas. Ostatnio kontakt się trochę pogorszył. Jesteśmy już starsi, zainteresowania się zmieniają, problemy się różnią. To on wprowadził mnie w masturbację, choć sam też pewnie bym w to wpadł. Nie uczy się zbyt dobrze, dlatego poszedł do szkoły górniczej. Za rok będzie już zarabiał fortunę, kiedy ja będę przygotowywał się do matury.

Czasem razem naprawiamy motóry, to nasza pasja. Świetnie mu się trafiło w tym roku. Przez znajomego, znajomego jego znajomego dostał pracę na wakacje w warsztacie samochodowym nad morzem. Kończy kurs na prawo jazdy, więc po powrocie będzie  miał pieniądze na samochód. Farciarz. Jego szczęście jest moją tragedią.

Miałem już plany co do tych wakacji. Wspólne noclegi pod namiotem. Wycieczki rowerowe, motórowe. Wspólne granie na orliku. Wszystko co niezwykłe. Teraz będę zupełnie sam. Jest moim jedynym przyjacielem. No cóż. Koleżanki obiecały się mną zaopiekować. Może nie będzie tak źle ;)

Bez intymności

Głupie zdarzenie. Zepsuła się klamka do mojego pokoju. Pękła sprężynka i ten języczek nie chciał wyjść z drzwi przy podnoszeniu klamki. Naście razy klamki naprawiałem, to i tym razem od razu zabrałem się do pracy. Rozkręciłem wszystko, co wystawało z drzwi i próbowałem wyjąć całość. Niestety wejście na kluczyk jest szersze od drzwi i bokiem klamki nie wyciągnę. Żeby to wyjąć potrzebny jest kluczyk. Klucz mama zabrała 10 lat temu, bo zamykałem się w pokoju. Ratowałem się w ten sposób przed atakami furii siostry. Mama wierzyła siostrze i zabrała klucz, którego teraz nie da się odnaleźć.

Żyję teraz z wiecznie otwartymi drzwiami. Już drugi dzień. Niby niedługo, ale czuję się nieswojo w pokoju. Słyszę wszystkie rozmowy w domu, każdy słyszy mnie. Nie ma jak muzyki posłuchać. Muszę przebierać się w łazience. Narzędzia leżą na podłodze(nie będę sprzątał, jak praca nie skończona). Czekam teraz, aż wpadnę na jakieś rozwiązanie, albo uda mi się wystarczająco mocno pieprznąć to młotkiem, lub zeszlifować kawałek drzwi.

Zacząłem doceniać, jak ważne jest dla człowieka miejsce, gdzie może schronić się przed całym światem. Miejsce, gdzie może poczuć, że jest sam, że nikt go nie widzi, ani nie słyszy. Chwila samotności, spokoju i oczywiście ciszy w nocy. I to wszystko spowodowane tą pieprzoną klamką!

Nie będę tak często pisał, ile dni bez masturbacji. To pisanie ciągle przypomina mi o problemie. Zobaczymy, mam nadzieję, że gdy nie będę o tym myślał, to będzie mi łatwiej zwyciężać. Może ten blog nie będzie zasmucany zakończeniem każdej notki. Dzisiaj pierwszy dzień szczęścia.

Starzy ludzie

Lubię starych ludzi, bo starość jest,jak mgła… W każdym człowieku jest coś niezwykłego. Szczególnie w ludziach starszych. Od pewnego czasu zacząłem ich podziwiać. Młodzi są podobni do siebie. Plany, marzenia, szarość dnia… Starsi są niezwykli. Każdy z nich tyle już przeżył, tyle widział, „zmądrzał”. Zawsze mają coś do powiedzenia. Może to oczywiście irytować. Patrzę na swoich nauczycieli. Młodsi po prostu uczą. Starzy nauczyciele chcą nas również wychować. Każdy z nich ma wskazówki, którymi się kieruje. Poglądy, które młodsi dopiero wyrabiają. Często starość ogłupia, ale niektórych uszlachetnia. Doświadczenie, które kryje się w siwych włosach…

Szczególnie widziałem to, gdy byłem w Sarajewie. Niezwykłe miasto. Otoczone wzgórzami, na których 20 lat temu stały armaty. Wszędzie są jeszcze podziurawione mury. W mieszkańcach tego miasta jest coś niesamowitego. Przeżyli wojnę. Wojnę nieodległą czasowo. We współczesnym świecie taki średniowieczne mordy. Sąsiad mordował sąsiada. W tym mieście jest magia. Niektórzy ludzie, którzy przeżyli drugą wojnę, wojnę bałkańską. Tyle w życiu widzieli. Chodzące albumy. Albumy na nogach, w ludzkim ciele.

Czasem lubię dyskusje ze starszymi. Z dziadkiem miałem wspaniały kontakt, gdy byłem młodszy. Spędzaliśmy razem mnóstwo czasu. Wychowywał mnie. Później strasznie pokłócił się z moimi rodzicami. Mieszkaliśmy w jednym domu, ale byliśmy, jak na wojnie. Później przyszedł jeden, drugi wylew. Nie dało się z nim rozmawiać. Potem odszedł. Żałuję, że pod koniec nasz kontakt się zepsuł. Jak o tym myślę, że nie schodziłem z nim porozmawiać. On był tam sam. Na dole mieszka jeszcze babcia. Ma alzheimera. Jest, jak roślinka. Schodzę czasem do niej, żeby opowiedzieć, co u mnie, żeby przytulić. Czuję, że zbyt rzadko. Zmienię to. Jej mózg już zupełnie nie reaguje, ale czuję, że słyszy.

Moje wypociny

Obiecałem podzielić się z Tobą moją twórczością. Osobiście nie jestem z niej zadowolony i nie zdziwię się, jeśli Tobie też się nie spodoba. Organizator konkursu poetyckiego w mojej gminie nie opublikował wierszy laureatów, więc może nikt przypadkiem nie znajdzie mojego bloga. Drugie miejsce zająłem chyba tylko dlatego, że w kategorii 15-21 było mało osób. Czasem podobają mi się moje wiersze, ale gdy otworzę podręcznik do polskiego i popatrzę na pierwszy, lepszy wiersz Staffa, to zaczynam powątpiewać.

Pierwszy wiersz już publikowałem na swoim poprzednim blogu pół roku temu. Napisałem go w grudniu, gdy miałem postanowienie skończyć z masturbacją i wytrzymałem ok. tygodnia. Byłem wtedy bardzo szczęśliwy i to chyba widać w wierszu. Dostałem dzięki niemu drugie miejsce, właśnie za optymizm w nim zawarty.

Sprzedawca marzeń

Odnajduję nadzieję,
Znów mogę być
Tym, kim chcę.
Dokładnie tak.

 

Sprzedawać marzenia,
Obmyte z szarości.
Pragnę zabić łzy,
By żyć, jak ty.

Chcę być światłością
I zmieniać każdy dzień
W święto radości.
W nim ja i ty.

Żyjący szczerością,
Podtopieni w miłości,
Zakochani.
Po prostu szczęśliwi.

Kolejny utwór powstał po wysłuchaniu przypadkiem kilku piosenek o śmierci. Była przedstawiana tam na przeróżny sposób. Oto jeden z nich w mojej interpretacji.

Jutro

Przyszła do mnie śliczna pani
W czarnej sukni, czarny kok.
Podeszła delikatnie, a jej twarz
Niewzruszona, wzrok głęboki.
Zobaczyłem przed oczami wielki błękit.
Serce w piersi drży, włosy dęba stają.
Jej zimny oddech głaszcze moją twarz,
Usta aksamitne przywiera do mych warg.
Całuję śmierć, ostatni już raz.
Oczy swe zawieram, umieram.

Kolejny napisałem po śmierci dziadka. Mam z nim dużo wspaniałych wspomnień z dzieciństwa. Później pokłócił się z rodzicami i już nie wyglądało to tak różowo. I szkoda.

Żegnaj dziadku

Zawsze podpierałeś mnie
Swoim ramieniem.
Dawałeś nadzieję.
Dzisiaj wiesz już wszystko,
Poznałeś dobro i zło.
Znasz, czego nie szepczę.
Jednak jest mi brak
Tych wspólnych chwil,
Gdy uczyłeś mnie życia.
W moim sercu
Nigdy nie znikniesz,
A trwać będziesz.
Z samochodziku od Ciebie
Kurz dzisiaj zetrę.
Odpoczywaj w Pokoju
Na wieki wieków…

I ostatni, którym chcę się z Tobą podzielić. Zainspirowały mnie wiersze polskiej przedwojennej pisarki(zapomniałem nazwisko), której wiersze mieliśmy w podręczniku. Same erotyki. W jednym z nich porównywała mężczyznę do jednorożca ;)

Czułość

Śniłem o miłości, tak pięknej,
Że prawie nie realnej.
Żeby się zjawiła
I okryła mnie płaszczem.
Abym poczuł jej usta
Drżące z podniecenia.
Odsłonił białe piersi,
Wymiona rozkoszy
I poczuł pragnienie,
Potrzebę czułości.
Ona by mnie objęła
Swym gorącym ciałem.
Szepnąłbym po cichu
„Kocham cię i pragnę”.

Mam nadzieję, że choć trochę Ci się podoba;)
Strasznie pracowicie zaczęły się dla mnie te wakacje. Wczoraj byłem z tatą w krk, znów remontowaliśmy to rozpadające się mieszkanie, a dzisiaj byłem z nim na robocie. Jest elektrykiem i pomagałem mu wymieniać przekładniki. Pół dnia pracy. Powiedział, że coś za to dostanę. Jak ja dawno nie miałem kieszonkowego :) Dzisiaj 19 dzień szczęścia. To znaczy, że wyrównałem swój rekord. Mam nadzieję, że już nie wrócę do nałogu. Ale do sukcesu droga jeszcze daleka. Wciąż widzę pokusy dookoła.

Odetnę se tę stopę!!!

Strasznie boli mnie stopa. Boli z każdym krokiem. Wszystko zaczęło się pół roku temu. Co jakiś czas kontuzja się odnawia. Wkurza mnie to, wkurza!

Jesienią był Puchar Polski w karate. Niezbyt dobrze się przygotowałem, ale trochę potu przelałem. W dniu zawodów w ogóle nie czuć bólu. Mogę sto razy dostać po żebrach i nic nie poczuję. Do organizmu napływa potężna dawka adrenaliny. Zawody nie poszły najlepiej. Odpadłem w pierwszej rundzie. Mostek trochę zaczerwieniony, ale nic mnie nie bolało. Dopiero następnego dnia rozpoczął się koszmar. Zaczęła boleć mnie stopa powyżej dużego palca. Myślałem, że to zwykłe stłuczenie i przejdzie. Niestety wciąż bolało. Przestałem chodzić na karate. Poszedłem do lekarza. Wymacał, wydotykał, coś powiedział i dał skierowanie na jonoforezę(prąd przelatujący przez stopę) i laser. W rehabilitacji powiedzieli, że nie ma sensu zaczynać przed świętami serii 10 zabiegów, żebym wrócił na nowym roku. W styczniu miałem zabiegi, później były ferie zimowe. Oszczędzałem stopę. Zabiegi nie pomogły, ale przerwa pomogła. Przestałem czuć ból.

Później wyczytałem w internecie, że za miesiąc mistrzostwa Polski w karate. Wziąłem się do pracy, wróciłem na treningi. Znowu brakło wytrwałości na tydzień przed. Na zawodach nie było jakoś źle, zająłem czwarte miejsce. Dzień po znowu wrócił ból stopy. Mając wcześniejsze doświadczenia postanowiłem znów zrobić przerwę w treningach. Rzeczywiście zadziałało. Teraz w czerwcu zrobiła się pogoda, zacząłem grać w piłkę, wróciłem na karate. Znowu boli. Strasznie boli.

Rzadko mówiłem rodzicom o tym bólu, bo grozili, że już nie wrócę na karate. Teraz są spięci wspólnym wyjazdem na początku lipca. Ale nie wytrzymałem. Powiedziałem, że bóle ciągle wracają, że może do lekarza… Nie spodziewałem się ich reakcji. Rzucili się na mnie, że jak boli, to trzeba zlikwidować przyczynę bólu. Mam nie grać w piłkę. Chyba coś z nimi nie tak. Spróbuję jeszcze raz, gdy będą w lepszym nastroju.

Poszedłbym do lekarza. W sumie nie wiem, co on może zrobić, ale może pomoże. Pewnie będzie potrzebny jakiś zabieg, bo to jest chore, żeby w młodym organizmie ból utrzymywał się od pół roku.

Zacząłem się zastanawiać, jakby to było gdybym był idealnie zdrowy. Żeby brzuch nie był tak wypchany do przodu krzywym kręgosłupem, żebym miał dobry wzrok. Mówią, że niszczy się od masturbacji, ale psuł się już wcześniej, więc nie sądzę. Prawe oko ma niewielką wadę, a na lewe ledwo widzę. Mam okulary, ale nie lubię w nich chodzić. Czasem przeszkadza, że nie rozpoznaję z 10 metrów znajomych na ulicy, ale zasadniczo wzrok wystarczający. Higienistka w szkole się tylko czepia, że mam wymienić okulary, bo stare już nie wiele pomagają. Wtedy gdy je kupiłem miałem lepszy wzrok. Regularnie się pogarsza.

Nie wszystko idzie tak, jak trzeba. 17 dzień szczęścia. Coraz bliżej sukcesu. Nie mogę doczekać się wolności. Jeśli zbliżę się do Boga, to będzie dobrze ;)

Przystojniak

Stwierdzam, że jestem przystojny. Brzmi dziwnie i trąca narcyzmem, ale tak się czuję. Chłopaki zawsze widzą się przystojniejsi w lustrze i to może być tym spowodowane. Podobnie z głosem. Gdy mówię, wydaje mi się, że brzmię ślicznie. Gdy nagram się na mikrofon, czar pryska. Ale może ja naprawdę wyglądam nieźle. Dziewczyn nie odstraszam, czasem mam zrywy do ćwiczeń, więc kaloryferek widać. Wiem, wiem… Kaloryfer u chudego chłopaka jest, jak duże cycki u grubej kobiety.

Rok temu wysłałem formularze do dwóch agencji modeli. Nie odpisali. Może dlatego, ze jestem młody. Modele są zasadniczo starsi, od modelek. Mam zamiar przypakować przez wakacje i spróbować ponownie. To może być fajna przygoda ;) Wczoraj zobaczyłem reklamę castingów do nowej edycji Tap Madl. Mówili, że teraz program będzie również dla panów. Teraz nie jestem gotowy, ale do następnej edycji się zgłoszę. Wszystko na zasadzie przygody. Zobaczymy, jak te pajace z tv wyglądają na żywo.

Wywalczyłem pasek na świadectwie. Cały rok był koszmarny, ale przynajmniej zakończenie miłe. 4,75, albo 4,8 jeszcze nie wiem, ale pasek jest. Wakacje!!! Przyszły tydzień olewam, pójdę tylko raz do szkoły, bo w środę idziemy do kina na powstanie warszawskie. Ciężko będzie, dużo wolnego czasu, to dużo pokus. Ale na razie mogę się cieszyć. Dzisiaj 16 dzień szczęścia!

„Kochana” pani M.

Traktuję blog troszkę terapeutycznie, jako miejsce, gdzie mogę wszystko z siebie wyrzucić. Strasznie ciężko mi ostatnio z mamą. Wiadomo, każdy widzi to, co chce widzieć. Moim zdaniem, wszystkie nasze sprzeczki to jej wina. To tak strasznie wkurza, już się do siebie normalnie nie odzywamy, ciągle wojna. Wracam ze szkoły i wiem, że będzie nie przyjemnie. Po co w ogóle do domu wracać. Niekończący się wrzask. Przecież się staram…

Moje pierwsze wspomnienia z mamą są świetne. Często broniła mnie, gdy tata brał się za klapsy. Nie zawsze wierzyła w oszczerstwa siostrzyczki. Jej ramiona zawsze na mnie czekały, żeby się w nie otulić. Przy surowym ojcu, mam była dla mnie jedyną ostoją spokoju. Zwykle to tylko z nią się dogadywałem. Naprawdę ją kochałem. Jak to się mówi, była pierwszą kobietą, która widziała mnie nago :)

Później zaczęło dziać się coś złego. Mama zaczęła wierzyć w kłamstwa siostrzyczki. Starsze z długimi włosami wykorzystuje to. Wymyśla na mnie takie rzeczy, jak np. że rzuciłem się na nią z nożem. Nie tylko o mnie tak ciekawie opowiada, również o sąsiadach. Mówi, kto z kim się hajtnął, po czym rodzice np. gratulują ślubu, „ale jakiego ślubu?” Tyle razy przyłapali ją w ten sposób na kłamstwie, a wciąż wierzą jej bardziej, niż mi. Dotyczy to głównie mamy, która stała się bardzo łatwowierna w stosunku do siostry. Tata miał to po prostu w dupie. Dlatego każdy spór wygrywała siostrzyczka. Tata słyszy głosy – olewa, mam przychodzi i nawet mnie nie pyta, tylko kupuje historyjki od siostry.

Ostatnio jest jednak jeszcze gorzej. Mama jest nauczycielką. Zwykle wraca do domu zdenerwowana. Zawsze sobie z tym radziliśmy. Pomagaliśmy(ja pomagałem) wnieść zakupy, odłożyć torebkę, wszyscy przychodziliśmy się przywitać… Teraz gdy przychodzi z pracy, w domu jestem tylko ja. Nie ufa mi, nie okazuje już w ogóle czułości, więc w chwili powrotu do domu nie może być inaczej. „Co robisz w domu tak wcześnie?!!!!! Czemu obiad jeszcze nie zaczęty?!!!!!” No przecież spodziewając się jej powrotu, robię co mogę. Wypytuję, jak w szkole, podaję obiad. Ciągle to pieprzone darcie się. „Jaki miałam ciężki dzień…” A może zapytasz, jaki był mój do cholery! O cokolwiek mnie pyta, zawsze zapyta też siostrę, to jest szczyt nieufności. Idę z górą książek do komputera(czasem przydaje się w nauce), kończę po dwóch godzinach i co słyszę „Ty sobie grasz, a my tu zapieprzamy!!!” Kiedyś byłem uzależniony od komputera, teraz wchodzę tylko posprawdzać różne rzeczy i czasem do tego bloga. Nienawidzę tych tekstów.

Kiedyś było inaczej, niż to, co napisałem powyżej. Mama naprawdę była ostoją spokoju. Ale odkąd siostrzyczek wykorzystuje ją na każdym kroku, wszystko się zmieniło. Łatwiej kimś manipulować, gdy się mówi to, co ta osoba chce usłyszeć. Mama zaczęła traktować siostrę, jako osobę do zwierzeń. Teraz, kiedy młoda studiuje, rozmawiają codziennie przez telefon. Niby nic w tym dziwnego, ale to jest codziennie 2-3 godziny. Do mnie się słowem nie odezwie, a ojca tylko opieprzy. Siostra zaczęła mówić dokładnie to,co mama pragnie usłyszeć. Siostrzyczek już nie wyraża własnej opinii, powtarza wszystko po mamie. Tworzy się w ten sposób niezwykła spirala słów. Mama tak potrafi się nakręcić w czasie tych rozmów, to jest niezwykłe. Właśnie od tego czasu stałą się taka nerwowa. Nic dziwnego, szaleć na słuchawce przez 2 godziny dziennie. Jej układ nerwowy musi być już zupełnie zjechany.

Sytuacja wydaje się zupełnie prosta w rozwiązaniu. Próbowałem już kilka razy wziąć mamę na rozmowę, ojca, siostrę. Ojciec uważa, że trzeba okazać mamie więcej szacunku, siostra pyta, o co chodzi, przecież to mama chce tak z nią rozmawiać. Mama albo mnie wyśmiewa, albo uważa, że ciągle ja zasmucam. Że wszystko olewam. Nie mam już pomysłów, ani cierpliwości. Codziennie wracając ze szkoły oczekuję już tylko krzyków, lub haseł wymyślanych przez siostrę i wymawianych przez matkę „z czego ta jedynka z polskiego?” „ale jaka jedynka?” „Dobrze wiesz jaka, twoja siostra mi powiedziała” „a ona skąd wie?” „nie ważne”. I co z tego, że żadnej jedynki nie było. Zły synek, więc siostrzyczek może nawrzucać.

I wkurwia mnie i sił mi brak. Chyba trzeba tak żyć. Jedyne co mogę zrobić to się za nią pomodlić i tak też zrobię. Kocham ją, bo jest moją matką i chciałbym, żeby ona też mnie kochała, no albo chociaż zauważała. Może się uda ;)

Trzeba też szukać wesołych rzeczy. Wczoraj mama zabroniła mi jechać na pokazy z karate, zamiast tego pojechaliśmy na pokazy tańca irlandzkiego/szkockiego do Rotundy. Siostra zaczęła tańczyć i mieli pokaz tego, co się nauczyli przez cały ten rok. Nie za bardzo przepadam za tym stepem, ale tylu wariatów w jednym miejscu… :) Wszyscy stepowali z uśmiechem na ustach. Było tak miło. Uśmiech wywołuje uśmiech. Było widać, że to wszystko takie prawdziwe. Większość występowała pierwszy raz, dopingowali się wzajemnie. Podobało mi się.

Dzisiaj już 2 tygodnie szczęścia. Jestem z tego strasznie dumny. Jeszcze trochę i pobiję swój rekord, a wtedy już bliziutko do zwycięstwa. Miałem nadzieję, że w lipcu pierwszy raz od 4 lat pójdę do spowiedzi i nie wspomnę słowem o masturbacji, niestety. Zapomniałem pójść na początku czerwca i przez to będę musiał teraz wspomnieć o majowych upadkach.

Zawsze to cieszy, gdy odkryje się fajny zespół, o którym nikt nie słyszał. Podoba mi się ta melodia. Śliczna wokalistka. Może ja też będę kiedyś dla kogoś tym, kto przynosi kwiaty i kakao ;) Mam nadzieję, że niedługo.

Tęsknię

Wróciłem z klasowej wycieczki. Mogłem się zorientować, kto jeszcze mnie lubi, kto mnie unika. W końcu tyle czasu razem. Ktoś tam wpadł z alkoholem. Słowem, wycieczka jak wycieczka. Na gminnym konkursie literackim miałem drugie miejsce. Za kilka dni dam tu swój wiersz(może już go znasz z mojego wcześniejszego bloga). Za kilka dni, bo nie chcę, żeby ktoś googlując kilka wersów tu trafił. Maiłem ostatnio kilka propozycji, żeby przejść się z kimś na browara, ale nie. Chociaż ciągle grzeszę, to są obietnice, które dotrzymam dla Boga. Za pół roku 18. Nie będę pił do tego czasu.

Dzień przed wycieczką znów widziałem A. Byliśmy daleko, nie zamieniliśmy słowa. Wszystkie wspomnienia wróciły. Znów zrobiłem się taki trochę ponury. Ciekawe czy A coś do mnie czuje. Wciąż jest śliczna, a może nawet śliczniejsza. Przeglądałem swoje rozmowy na fb, bo szukałem linka którego ktoś kiedyś mi dał, a ostatnio go potrzebowałem. Trafiłem na moje rozmowy z A. Ostatnia rozmowa w styczniu. Była dla mnie miłą, jakby wciąż jej na mnie zależało. Ale te ostatnie rozmowy krótkie, albo przypadek i była zajęta, albo nie chciała po prostu ze mną gadać. Na koniec stycznia była dyskoteka w mojej szkole, gdzie A przede mną uciekała. Gdy później napisałem „hej”, wyświetlone 3 marzec. Przez miesiąc chciała coś pokazać. Nie wiem, czy po pół roku ma to jeszcze jakiś sens. Mam taki plan, że jeśli na nią wpadnę(pewnie za miesiąc, dwa) zapytam, czy chciałaby pogadać. Może gdzieś się przejdziemy. Ciągle za nią tęsknię. Mówią, że ideały nie istnieją, ale ona takim właśnie była. Gdy tylko sobie o niej przypominam, to zawsze mi smutno, że skończyło się coś, co jeszcze się nie zaczęło. Czuję się sam.

Wycieczka rzeczywiście ułatwiła sprawę mojej walki. Dzisiaj 12 dzień szczęścia.