Kim jestem?

Spróbuję zacząć od początku, może będzie najprościej ;)
Niby wszystko mam, a jednak niezmiennie czuję się sam… Cztery lata temu zacząłem się masturbować. To był największy błąd mojego życia. Uzależniłem się od tego. Z każdym tygodniem coraz częściej i częściej. Blog będzie głównie o moim wychodzeniu z nałogu. Mam nadzieję, że w końcu skutecznie. Dzisiaj mija siódmy dzień bez masturbacji. Brzmi żałośnie, że dzielę się tutaj takimi sprawami :( Bóg bardzo mi pomaga, ale potrzebuję również pomocy człowieka, słów wsparcia, otuchy. Owszem, mówiłem o swoim problemie przyjaciołom, albo uważają masturbację za normalną, albo są niedojrzali i mnie nie rozumieją.
Im większa walka, tym wspanialsze zwycięstwo… Mój pierwszy zryw, żeby przestać był w grudniu. Poprosiłem Boga o pomoc i stał się cud. Rodzina siedziała przed telewizorem, a ja byłem w kuchni, sprzątałem. Później do nich dołączyłem. Wszyscy siedzieliśmy. Byłem pierwszą osobą, która opuściła pokój. Wszedłem do kuchni i na stole zobaczyłem czasopismo katolickie dla nastolatków „Miłujcie się”. Wcześniej go tam nie było. Zacząłem czytać. To był numer poświęcony masturbacji. Zrozumiałem, że muszę coś zmienić w swoimi życiu. Ksiądz w konfesjonale od dawna powtarzał, że zwyciężę tylko z pomocą Boga. Codziennie zacząłem odmawiać różaniec, pomogło. Niestety, tylko 11 dni. Miałem polucje(wytrysk w czasie snu) i wszystko diabli wzięli. Teraz próbuję po raz drugi…
Masturbacja to coś strasznego. Niesamowicie uzależnia i niszczy człowieka. Przez 2 dni po nie potrafię się uśmiechnąć, być ani trochę radosnym(zawsze słynąłem dowcipem). Przez te 4 lata nie potrafiłem spojrzeć na żadną dziewczynę, jak na człowieka, ciągle oceniałem ciało i rozbierałem wzrokiem. Wzrok podobno też się psuje. Wcześniej żyłem bardzo aktywnie, a masturbacja osłabia organizm. Wypukuje całą wodę z organizmu, traci się kondycję, wydolność. Z każdym dniem byłem coraz słabszy :( Gdy człowiek jest samotny, masturbuje się. Przez chwilkę czuje się szczęśliwy, a później jego samotność jest potęgowana. Ja czuję się tak strasznie samotny. Mam nadzieję, że to w końcu się zmieni.
Teraz jest mój drugi zryw. Byłem tydzień temu w Dreźnie(tak, mam wszystko. również wspaniałych rodziców kochających podróże) Odwiedziłem tam galerię sztuki. Zobaczyłem tam portret Świętej Agnieszki autorstwa Ribery. Zakochałem się w nim. Gdy wróciliśmy do domu od razu poszukałem czegoś o świętej Agnieszce. Żyła w Rzymie i była prześladowana za chrześcijaństwo, oraz życie w czystości. Wybrałem ją na taką, jakby patronkę swojej walki. Ten portret jest na tapecie mojego telefonu i zawsze, gdy się zapominam i już zaczynam się dotykać w okolicach rozporka, wyciągam telefon, spoglądam na nią i znów jestem wolny…
W kolejnych wpis dalszy ciąg mojej historii i mojej walki.

4 Komentarze

  1. Napewno dużym krokiem jest to,że widzisz,że coś jest nie tak i chcesz to zmienić.Pewnie walka nie jest łatwa,każdy nałóg jest ciężki do pokonania,ale masz cel,patrona i musisz znalezc w sobie siłę aby z tym wygrać.Nie napisałes ile masz lat i czy miales dziewczyne?

  2. Doceniam to, że Napisałeś o sobie i teraz jako Ty ujawniasz swój nałóg.
    Ja na Twoim miejscu nie spałabym zastanawiając się czy napisać to czy nie lub jak na to zareagują ludzie tak więc podziwiam Cię.

    • Czuję się tu anonimowo. Jest dzięki temu trochę łatwiej. Czuję, że ten blog mi pomaga i nie żałuję, że go założyłem ;)

Dodaj komentarz

Wymagane pola są oznaczone *.