Dolina Lalek

Miałem jakiś czas temu sen. Akcja toczyła się w mojej szkole, gdzieś na korytarzu. Byłem tylko ja i wszystkie moje koleżanki, które kiedykolwiek mi się podobały. Otoczyły mnie i chwaliły. Jaki jestem przystojny, jaki dojrzały itp. Jeśli wierzyć Freudowi to sny pokazują to, o czym marzymy. Jeśli tak, to moje marzenia chyba się spełniają.

W moim mieście odbywa się teraz impreza sportowa. Wczoraj po szkole chciałem pójść z kimś na przystanek(nie lubię chodzić sam), zapytałem koleżanki, która ma szafkę obok, czy idzie w tym kierunku, co ja. Powiedziała, że idzie pooglądać mecze. Poszedłem z nią. Były jeszcze dwie dziewczyny z mojej klasy. Gdy siedzieliśmy na trybunach przyszły jeszcze 4 koleżanki. Byłem przez nie otoczony i wszyscy wspaniale spędziliśmy czas. Robiliśmy sobie selfie. Gdy wróciłem do domu, pokazałem tacie zdjęcie, gdzie jesteśmy wszyscy razem. Ja w środku. Wyraz twarzy taty mówił sam za siebie. Był ze mnie dumny. Jak tak na to patrzę, to chyba mam powodzenie u dziewczyn. Cieszy mnie to :) Wciąż jestem sam. Mam nadzieję, że spotkam jeszcze ideał taki, jakim była A.

Jestem dzisiaj szczególnie szczęśliwy, bo udało mi się uruchomić mój motorower. Stał prawie miesiąc. Kilka razy wszystko sprawdziłem i wciąż nie działał. Dzisiaj odpalił. Jestem już po dłuuugiej przejażdżce

Dzień, po dniu…

Ciągle upadam. Muszę odnaleźć Boga. Smutek mnie ogarnia. Mam dość. Ciągle upadam.

Obiecałem, że nie będę przeglądał kwejka, żeby unikać pokus. W tym postanowieniu też nie wytrwałem. Ale jest tam coś, po czym odzyskałem wiarę w ludzi. W odpowiedzi na ogłoszenie „sprzedam dziewictwo za bilety na Opener” większość odpowiedzi była przeciwna sprzedaży cnoty. Ludzie chcieli dać bilety za to, żeby zachowała czystość do ślubu. To piękne.


http://goo.gl/FTwy05

Strach

Czytelniku(jeśli istniejesz), jeśli chociaż przez moment miałeś mnie za kogoś inteligentnego, nie czytaj dalej. To będzie głupie, ale po to jest ten blog, żebym mógł wszystko z siebie wylać.

Natrafiłem na pytanie, czego się boję. Postanowiłem sobie na nie odpowiedzieć. Dlaczego pomyślałem o nocy poślubnej? Boję się właśnie tego, że sobie nie poradzę. Wizja bardzo odległa, ale właśnie to wpadło mi do głowy. Że dojdę za wcześnie, że będę miał za dużego, że będziemy mieć problem ze zbliżeniem, że nie będziemy usatysfakcjonowani. Tego wszystkiego naprawdę się boję, boję się, że rozczaruję.

Ale może nie będzie tak źle. Trafiłem ostatnio na statystykę, że 85% Polaków jest niezadowolonych ze swojego współżycia. Wynika to z pornografii. Jeśli pokonam swój nałóg, to powinno być dobrze. Jeśli są dwie osoby, które bardzo się kochają, seks nie jest esencją, ale dopełnieniem ich miłości, to też powinno być dobrze. Po tych rozmyślaniach doszedłem do wniosku, że jest jeszcze trochę czasu, więc zobaczymy, jak to będzie.

Dzisiaj 2 dzień szczęścia. Po każdym upadku czuję się obco wśród ludzi. Wszyscy na przerwach układają się w kółeczka i rozmawiają, ja mam z tym problemy. Czym dłuższy czas szczęścia, tym łatwiej nawiązać mi kontakt. No cóż, czekam. Strasznie się rozpadało po szkole, a ja zawsze jeżdżę rowerem. Na czas ulewy poszedłem do kolegi, który mieszka niedaleko szkoły. Zasadniczo nie słuchamy się wzajemnie, ale możemy w zaufaniu wszystko z siebie wylać. Nie specjalnie z siebie wylewałem, ale było miło. To żałosne, ale rzadko spotykam się z kolegami poza szkołą. Kolejna rzecz, którą chcę poprawić. Ostatnio całkiem dobrze mi to wychodzi. Niedawno pierwszy raz obejrzałem dzień świra w całości. Jest coś co do mnie przemówiło. „-Gdzie się spieszysz? -Do domu? -Co ty,  do domu!” Boję się siebie, gdy nie ma nikogo. Zamknę się w pokoju, będzie mnie kusić, a i tak uczę się zazwyczaj w nocy. Nic nie stracę, a miło spędzę czas.

Mamona

Wszystko ostatnio kręci się wokół pieniędzy. Nie lubię tego, wszystkie sprawy, tak nagle na ten temat. Wszystko zaczęło się znowu od rozmowy z koleżanką z Ukrainy. Gadaliśmy o życiu… jak ciężko żyje się w jej kraju. Aż zacząłem doceniać, że mieszkam na zachód od Ukrainy :) Potem odwiedziłem kolegę z klasy, biedniejszego(materialnie) ode mnie. Miałem kilka głupich wpadek. Zapomniałem, że nie wszyscy mają takie standardy życia, jak ja. Kilka lat temu, zanim tata założył firmę, nam też było ciężko. Zazdrościłem kolegom różnych rzeczy. Zapomniałem, jak to było, gdy byłem u kolegi. No cóż. Potem spotkanie z ciotką. Wykształcona kobieta, z dużym doświadczeniem zawodowym. Przez rok szukała pracy. Teraz już znalazła, ale codziennie musi dojeżdżać godzinę w jedną stronę.Później na lekcji polskiego doszliśmy do tematu „mieć, czy być?” Czytałem niedawno książkę filozofa Ericha Fromma o tym tytule, więc w zasadzie tylko ja się wypowiadałem. Znowu wszystko wokół pieniędzy.

Ostatnio rodzice brali się za kupowanie auta „na wakacje”. Jesienią stary samochód się rozleciał i jego naprawy sporo by kosztowały. Trochę pieniędzy było odłożone, tata ma własną firmę, więc auto w leasing. Ok. Szukaliśmy rodzinnego, 4-letniego vana. Nie wiem, co stało się mamie. Zajęła stanowisko, że auto musi być co najwyżej dwuletnie. „Nie po to tyle lat pracuję, żebym musiała kupować grata!” Zaczęliśmy szukać ofert aut 2-letnich. Kto normalny sprzedaje nowy samochód po 2 latach?! Wszystkie oferty dotyczyły samochodów zajechanych, poflotowych. 100k km w 2 lata robi wrażenie. To były minimalne przebiegi. No ale trudno. Rodzice przejechali się po salonach, żeby pooglądać samochody. Mieli stwierdzić, co im się podoba i potem mieliśmy szukać oferty na samochód używany taki, jaki im się spodoba w czasie przejażdżki po salonach. Dealerzy to prawdziwi zawodowcy. Rodzice skusili się na nowy samochód. Przecież to głupota! Taki samochód w chwili wyjazdu z salonu traci 1/3 wartości. Wiem, jak bardzo denerwowali się kupując ten samochód, dlatego pochwaliłem zakup. Co innego miałem zrobić? W grudniu zmarł dziadek. Niedawno było otwarcie testamentu. Dostaliśmy sporo pieniędzy. Nie za bardzo wiedząc, jak to spożytkować, pomyśleliśmy o bieżących potrzebach. Moja siostra studiuje w krk, ja pewnie też będę za 2 lata. Wynajem mieszkania sporo kosztuje, więc wybór był oczywisty. Rodzice kupili fajne mieszkanie, w dobrej lokalizacji. Przez wakacje wyremontuję go razem z tatą. Własne mieszkanie w krk to fajna sprawa, stwierdziłem po namyśle. Będę mógł wpadać tam na weekendy na różne imprezy na mieście.

W moim domu wciąż sporo jest nawyków z czasów, gdy gotówki trochę nam brakowało. Na ubrania nie mogę przeznaczyć więcej, niż za czasów, gdy byłem w podstawówce. Musiałem też przemóc swoje nawyki. Teraz chodzę czasem z kolegami po szkole na pizze, czy kebaba. Niedawno było to do mnie nie do pomyślenia. Wcześniej nie miałem tylu pieniędzy. Mama miała zeszyt, w którym spisywała wszystkie domowe wydatki. Rodzice najszybciej przystosowali się do „nowego życia”. Mama kilka razy w tyg wpada po pracy do biedronki i kupuje masę niepotrzebnych rzeczy. Tata, gdy kupuje ubrania dla siebie to wpada do pierwszego lepszego sklepu w centrum handlowym. „Potrzebuję koszulkę” pani podaje dwie pierwsze z brzegu, tata wybiera jedną z nich, płaci i wychodzi. Nie patrzy w ogóle na ceny, a czasami tym sklepem pierwszym z brzegu jest coś ekskluzywnego. Mama jest wstrząśnięta, gdy widzi paragony. Na mnie też robią wrażenie. Jeszcze ma do nas pretensje, że nie umiemy kupować sobie ubrań. Mi niestety tych dobrych ubrań brakuje. Niektóre spodnie, czy koszulki mam już wiele lat. „Mamo mogę nowe spodnie? -No ale jeszcze masz te niebieskie”. Wciąż jestem zależny od rodziców przy kupowaniu ubrań, niestety. Już przestałem zwracać uwagę na ubrania w ogóle. Czy swoje, czy kolegów, tak jakby wszyscy byli ubrani w to samo. Natomiast na inne rzeczy moi rodzice wydają pieniądze bardzo chętnie. Uwielbiam stare motorowery. Mam dwa. Gdy coś się zepsuje, próbuję sprawdzić, co dokładnie się zepsuło, próbuję to naprawić, pytam, czy ktoś na forum nie ma czegoś używanego na sprzedaż. Tata to podziwia mówiąc równocześnie, żeby się nie trudził, tylko kupił to co potrzebuję na alledrogo. Pod choinkę dostaję bardzo dużo prezentów, często nie trafionych. Rodzice naciskają, żeby pisał „listy do Mikołaja”. Ok, wypisuję tam jedną, dwie rzeczy które potrzebuję i piszę, że więcej nic nie chcę. Dla rodziców jest to chyba nie pojęte. Kupują tak dużo rzeczy. Gdy wchodzimy do supermarketu, tata zawsze się zachwyca „jest tu tyle rzeczy, których nie potrzebuję”. Gdy analizuję, co on kupuje, to jakoś nie widzę potwierdzenia słów w czynach.

Jak widzisz, wszystko w moim życiu kręci się ostatnio wokół pieniędzy. Zmusiło mnie to do przemyśleń, czym są dla mnie pieniądze. W swoim dorosłym życiu chciałbym do ich nie przywiązywać wagi. Kierować się sumieniem i szukaniem szczęścia. Niestety dorosłość pewnie zweryfikuje moje przemyślenia. Może odnajdę złoty środek pomiędzy „mieć, czy być”. Czytam książkę o nawróceniach. Jeśli dążeniem ludzkiego życia na Ziemi jest dążenie do szczęścia, a szczęście jest tylko w Bogu, to może, jeśli będę podążał jego drogą, to nie będę potrzebował mnóstwa pieniędzy. Żeby godnie żyć i móc sobie czasem pozwolić na chwilę szaleństwa i realizację pasji.

Co do mojej walki, to nie jest najlepiej. Upadam. Dzisiaj dopiero pierwszy dzień szczęścia. Oddalam się od Boga. Muszę do Niego wrócić. Wtedy na pewno dam radę ;)

Miałem dzisiaj dziwną sytuację. Nie wyrzucałem kart sim i dzisiaj mam małą kolekcję. Starych telefonów nie da się uruchomić bez karty, więc simy się przydają. Używam stare telefony, jako budzików. Nowy telefon łąduje się po drugiej stronie pokoju, bo wkurzało mnie piszczenie ładowarki, gdy kładłem się spać. Dzisiaj niespodziewanie otrzymałem smsa na stary telefon. Zdziwiło mnie to, ponieważ karta sim jest od 2 lat nie aktywna. Był to sms z jakiegoś konkursu. Zrobią wszystko, żeby wydoić człowieka ;)

Co jest?!

Znów przegrałem. :( Tak nagle, niespodziewanie. W ósmym dniu. Jestem zbyt daleko od Boga. To się zmieni w tym tygodniu. Nie opuszczę bloga, jak poprzednio. To się nie sprawdza. Rozpoczynam nową walkę. Tym razem dam radę.

Boję się siebie, gdy jestem sam…

Ona mnie kocha

Wracam po krótkiej przerwie ;) Nie pisałem, bo nie lubię pisać o porażkach. Zawsze po upadku trudno znaleźć motywację do walki, co prowadzi do kolejnych upadków. Nie chciałem o tym pisać. Teraz już będzie ok. Dzisiaj 8 dzień szczęścia. Teraz już dam radę!

Wspominałem już przyjaciółce J. Nazwę ją M. M mnie kocha. Zawsze, gdy spotkamy się wzrokiem macha do mnie, uśmiecha się. Bez przerwy mnie chwali, obrzuca komplementami. Jakbym widział siebie, gdy zakochałem się w podstawówce. M nie jest w moim typie. Nic do niej nie czuję, ot koleżanka z klasy. Mieszka nie daleko szkoły, razem chodzimy na dodatkowy angielski. Zdarzyło się, że kilka razy ją odprowadziłem. Często gadaliśmy na fejsie. To musiało ją rozochocić. Fajnie spędza mi się z nią czas, ale to nie to. Wiem, że im dłużej to będzie trwało, tym bardziej będzie jej przykro, gdy się skończy. Przecież nie mogę jej tak po prostu powiedzieć „daj sobie spokój, nie kocham cię”. To nie jest takie łatwe. Ograniczam z nią kontakty, nie zagaduję na fb, staram się na nią nie patrzeć, unikam sytuacji, w której bym ją odprowadzał. Jakoś to będzie.

Kupiłem sobie telefon. Trudno było żyć bez Androida. Miałem cały czas klawiszowca. Udało mi się wygrać licytację na alledrogo na jakąś używaną xperię. Postanowiłem to dobrze wykorzystać. Fajnie czyta się na nim książki. Ściągnąłem sobie zbiór książek „świadectwa wiary i rozumu przeciw ateizmowi”. Będę tu zamieszczał swoje przemyślenia. To nie są książki, które się po prostu przelatuje. Zmuszają do przemyśleń.

Wczoraj był bardzo pracowity dzień, na nic nie było czasu. W piątek znowu byłem poza domem. Nie podoba mi się to, ale świętą niedzielę będę celebrował nauką. Ostatni miesiąc i walka o oceny… Naukowo to najgorszy rok życia, więc chociaż finisz będzie z klasą. Idę na randkę z matmą ;)

Chyba się zakochałem

Pomimo sukcesów w mojej walce, zaczynam czuć się coraz bardziej samotny. Nie znam żadnej dziewczyny z którą mógłbym wejść w związek, dlatego nawet nie próbuję. Nie potrafiłbym chodzić z kimś, kogo nie kocham. Stwierdziłem, że pierwsze pokocham siebie, bez tego reszta nie ma sensu. „Kochaj bliźniego swego, jak siebie samego”.

W każdej twarzy ciągle widzę cię… Też tak masz, że gdy czytasz dialog w książce, to słyszysz głosy swoich znajomych wypowiadające dane kwestie? Ostatnio zawsze, gdy czytam kwestię jakiejś kobiecej postaci, to słyszę w głowie głos zawsze tej samej koleżanki. Chodzę z J do klasy od września. Wcześniej się nie znaliśmy. Jest najśliczniejsza w klasie i kiedyś coś próbowałem… Byliśmy całkiem blisko, ale tylko w szkole. Dużo ze sobą rozmawialiśmy. Hmm, było nas troje. J ma psiapsiółę. Mam wrażenie, że J chce, żebym chodził z jej przyjaciółką. Życzenia urodzinowe  od J dla przyjaciółki na fb „żeby ci się z nim udało”. Jestem pewien, że chodzi o mnie. Przyjaciółka J w ogóle nie jest w moim typie. Mieszka blisko szkoły, więc czasem ją odprowadzę. Zawsze potem na jej blogu na tumblr jest pełno obrazków miłosnych. Gdy przez kilka dni z sobą nie rozmawiamy, to od razu obrazki o samotności i rozstaniu. Nie chcę, żeby robiła sobie nadzieje. Pół roku temu miałem bloga, gdzie dzieliłem się swoimi wierszami. Dałem kilku znajomym linki. Chatowałem ostatnio z koleżanką. Powiedziała, że x, x, J, i przyjaciółka J pytają, czy wciąż mam tego bloga. Czy one o mnie dyskutują?

Wróćmy do J. Też mi nie odpowiada. Ani charakterem, ani urodą, ani… niczym. Rozum wie, że to nie ma sensu. Mam wrażenie, jakbym coś do niej czuł. Od czasu życzeń na fb J mnie unika. Gdy podchodzę do grupy dziewczyn ona od razu ucieka. Dzisiaj na żarty się zaniepokoiła, więc również na żarty chciałem ją objąć, uciekła. Często mnie olewa. Już nie tylko rozum, ale oczy też wiedzą, że to nie ma sensu. Co ja robię?! Na pewno nie chcę z nią być, nawet próbować, ale wciąż czuję się samotny.

Dzisiaj nie był dobry dzień. Nie, nie w szkole. Dostałem kilka dobrych ocen. Chodzi o to, co było po powrocie do domu. Rodzice wyjechali na randkę i wrócą jutro po południu. Miałem jechać do siostry(studentka) do Krakowa na noc muzeów. Niestety, rozpadało się. Siostrzyczek powiedział, że nie ma sensu przyjeżdżać, bo Kraków tonie. Zostałem więc w domu i… prawie upadłem. Nawyk jeszcze pozostał. Sam w domu=masturbacja. Od razu odpaliłem komputer i wchodzę na te strony, już ręka idzie w okolice rozporka. Już miałem wszystkie te myśli, już oglądałem pierwszy filmik… Anioł zainterweniował w ostatniej chwili. Udało się. Człowiek nigdy nie wygra dyskusji z diabłem „tylko ten jeden filmik”. Gdyby nie ta Boża interwencja, upadłbym. Było naprawdę ciężko, ale udało się… 19 dzień szczęścia.

Przeszły mnie ciarki

Pisałem już, jak pół roku temu w cudowny sposób stałem się posiadaczem czasopisma „Miłujcie się!” Bardzo mnie to zainspirowało, pół numeru zostało poświęcone tematowi masturbacji. Często wracam do tej lektury, wciąż odnajduję w środku nowy sens. Nie ma tej gazety w sklepach, więc zastanawiałem się nad prenumeratą. Niestety, do tego potrzeba przelewu. Musiałbym poprosić o to ojca, który pewnie chciałby zobaczyć, co kupuje i zobaczyłby, że jest to gazeta mówiąca o takich, a nie innych tematach. Zobaczyłem, że na ich stronie internetowej jest bardzo dużo artykułów. Wziąłem się do lektury.

Natrafiłem na dużo historii o tym, jak masturbacja i pornografia niszczyły ludziom życie. Prowadziło to do rozpadu rodzin, gwałtów… W opisach upadków ludzi znajdowałem siebie. Byłem już w połowie drogi do samego dna. Przeszły mnie ciarki. Poczułem ten ból, który zawsze odczuwałem, po złamaniu Bożego przykazania. Potrafiłem się bez najmniejszych problemów utożsamić z tymi przestępcami. Byłem jednym z nich. Historie faceta, których zgwałcił i zabił 100 kobiet, żony której mężczyzna uzależnił się od pornografii, a ona była za słaba na rozwód, na zdecydowane środki… Te wszystkie historie tak bardzo dotyczyły mnie. To było straszne.

Szczególnie przemówiły do mnie „listy do chłopców”. Ich autor podkreślał, jak ważny w Bożym planie jest okres dojrzewania. To szczególny czas potrzebny do tego, żeby nauczyć się kontroli swojego pożądania przed wejściem w dorosłość. W listach pokazane było, jak wspaniałe może być życie małżeńskie, jeśli obydwoje dostosują się do przykazań. Wzajemna miłość, modlitwa, konsekwencja czynów. Ze związków, nie można czerpać jedynie przyjemności(która wtedy nie smakuje), trzeba żyć miłością. Masturbacja wzmaga egoizm, później traktuję się żonę, jako urządzenie do zaspokajania. To jest dramat kobiety i rodziny. Nie chcę, nie chcę tak żyć. Wytrwam w postanowieniu i stworzę udany związek. Bardzo się przestraszyłem, że może życie może wyglądać, jak w tym koszmarze.

Przeczytałem też kilka listów/historii osób, które z masturbacji wyszły. Sam  nikt sobie z tym nie poradzi. Po znalezieniu Boga ci ludzie byli szczęśliwi. Ja też chcę być szczęśliwi. Oni też upadali i po nawróceniu się wzrastali. To był wspaniałe historie. Bardzo motywujące do pracy nad sobą. Czasopismo prowadzi „ruch czystych serc”. Można się tam wpisać, oni przysyłają ci list gratulacyjny. Ja tego nie chcę, starają się ewangelizować rozsyłając tę gazetę po całym świecie. Szkoda na mnie tych pieniędzy na list. Nie potrzebuję tego do zwycięstwa. Potrzebuję swojej modlitwy i silnego zaangażowania. Będę czasem wracał na ich stronę. Wszystko co się tam znajduje jest bardzo dla mnie inspirujące.

Mój nauczyciel biologii i chemii zdaje sobie sprawę, że jesteśmy w mat-fizie i nie potrzebujemy przedmiotów przyrodniczych. Zamiast nauki stara się nas uczyć „żyć”. Uczy nas postępowania zgodnych ze swoim sumieniem i swoją naturą. Zgodnie z programem powinniśmy teraz przerabiać środki uzależniające, więc dzisiaj czytał nam wspomnienia jakiegoś gościa, który leczył uzależnienia. Przeczytał nam historię osoby, która popadała w kolejne etapy uzależnienia od alkoholu. I znowu… W każdym słowie odnajdowałem siebie. Jak z czasem był zdolny do coraz większych poświęceń, żeby tylko zaspokoić głód. Ja miałem dokładnie to samo. Na tej lekcji łzy popłynęły mi do oczu. Dobrze, że siedziałem z boku, nikt nie zauważył(i tak pół klasy spało). Byłem dokładnie taki, jak ten zarzygany, psikany alkoholik. Byłem dokładnie taki, jak on. Wtedy kolejny raz przeszły mnie ciarki. Koszmarne doświadczenie.

Dzisiaj 18 dzień szczęścia :) Nawet sobie nie wyobrażałem, jak przyjemne może być chodzenie do szkoły, gdy jest się przygotowanym.

Daję zły przykład

Właśnie wróciłem ze szkoły. Taka prosta sytuacja dała mi dużo do myślenia. Troszkę się spieszyłem na autobus. Jechał pociąg. Szlabany zamknęły się tuż przed moim nosem. Rozejrzałem się, czy nie ma policji, oraz jak daleko pociąg. Wiedząc, że przejedzie dopiero za minutę, przeszedłem pod szlabanami. Po drugiej stronie natknąłem się na grupkę kilku dzieci z 1-3 z matkami. Opiekunki od razu rzuciły się na dzieci „jacy ludzie są nierozważni, przechodzą przed pociągiem! To niebezpieczne!” Spojrzałem na nie przechodząc obok. Swoim zachowaniem sprowokowałem tyle emocji wynikających z troski. Być może niektóre dzieci zapamiętają tę scenę na dłużej. Jestem już prawie dorosły, a daję dzieciom taki zły przykład. Sytuacja nijaka i występek mały, ale poczucie, że mogłem kogoś skrzywić, że zmusiłem matki do natychmiastowej interwencji… Dziwne, jakbym już nie miał o czym rozkminiać.

Wstyd. Kilka miesięcy temu zacząłem czytać blogi, tworzyłem też swój, poetycki. Przeczytałem kilka książek, które otworzyły mi oczy i obejrzałem kilka filmów, które pozwalały wczuć się w głównego bohatera. Właśnie dopiero kilka miesięcy temu zacząłem dostrzegać w człowieku człowieka. Wcześniej miałem mentalność dziecka, interesował mnie tylko własny nos. Ale co się zmieniło. Wchodzę do sklepu, patrzę na ekspedientki. Widzę, jak bardzo chciałyby być teraz gdzie indziej, być może zaopiekować się swoimi dziećmi. Żona pijaka, która jako nastolatka marzyła o wspaniałym małżeństwie. Śmierć 10 górników, każdy z nich miał plany, marzenia, rodzinę. Zrozumiałem, że oprócz mnie są też inni. Zrozumiałem to dopiero pod koniec 16 roku życia. Dziwne, naprawdę dziwne. Mam wrażenie, że najdziwniejszy jest teraz mój sposób myślenia.

Są też sukcesy. Byłem wczoraj do spowiedzi. Czuję się teraz wspaniale. Jeszcze szczęśliwszy. Moje relacje z rodzicami i z kolegami się poprawiają. Zacząłem się uczyć. Dzisiaj nie bałem się żadnej lekcji. Na każdej mogłem zostać zapytany i dostałbym 5 (no chyba, że powtórzyłaby się sytuacja z matmą :( Próbowałem też wczoraj ćwiczyć, ale byłem zbyt rozkojarzony. Po każdej serii była przerwa na przemyślenia, przerwałem. Myślę, że dzisiaj uda się poćwiczyć. Chcę od siebie wymagać jeszcze więcej. Po tym, jak przestałem się masturbować, z każdym dniem jest we mnie więcej energii. Kiedyś myślałem, że za mało śpię, ale teraz znam przyczynę, czemu byłem taki osłabiony. Co do kolejnych postanowień, to chcę zacząć chodzić na majówki. Mieszkam na wsi, majówki tu są wspaniałe. Pod każdą kapliczką zbiera się grupa babcinek i kilka innych osób. Miło i kameralnie.

Dzisiaj 17 dzień szczęścia. Oby tak dalej :)